wtorek, 30 września 2014

Rozdział 101 - She...?


Przecież to nie tak miało wyjść. Nie tak wyobrażałam sobie swoją śmierć. Miałam umrzeć ze starości, mieć gromadkę wnuków i męża obok siebie. A tym czasem, mając niewiele lat, stałam oko w oko ze śmiercią.
Zimna lufa dotykała tyłu mojej głowy, jedyne co pamiętam to silne uderzenie.


* Dwa dni później * 

Ocknęłam się w zimnym pomieszczeniu. Otworzyłam lekko oczy i oślepiło mnie światło. Zamknęłam je ponownie i przekręciłam głowę w bok. Usłyszałam ciche pikanie i czyjeś głosy. Otworzyłam oczy, ale niewiele widziałam. Obraz był rozmazany, widziałam jak przez mgłę. Zamrugałam kilka razy a widoczność się poprawiła. Znajdowałam się w zimnym białym pokoju z jasnymi światłami.
- Doktorze, wybudziła się. - Delikatny głos kobiety przerwał cisze w pomieszczeniu. Wysoki mężczyzna w białym kitlu podszedł i delikatnie mnie zbadał.
- Źrenice reagują na światło, tętno w normie, zmień kroplówkę i poczekamy na ostatnie wyniki.
Potrząsnęłam delikatnie głową i wtedy do mnie dotarło.
Leżałam na szpitalnym łóżku na oddziale intensywnej terapii. Rozejrzałam się wokół, na sali byłam sama. Po lewej stronie znajdowały się szklane drzwi za którymi ktoś stał. Byłam zbyt słaba, żeby się podnieść.
- Mogę do niej wejść? - Ten głos, jego głos.  Delikatnie i ledwo podparłam się na łokciach i spojrzałam w jego strone. Pielęgniarka pozwoliła na wizyte. Podszedł i usiadł delikatnie na łóżku.
- Co się stało? - Bałam się o to zapytać, nic nie pamiętałam. Wiem tylko, że moja własna matka, chciała mnie zabić.
- Nic kochanie. Odpoczywaj.
- Niall, prosze.
- Wbiegłem w ostatniej chwili, Twoja matka wystrzeliła w czasie, kiedy się na nią rzuciłem. Odepchnąłem Cie i uderzyłaś głową w kant stolika.  Harry odrazu zabrał Cie do szpitala a my dokończyliśmy akcje.
- Ona..?
- Nie.  Zayn wystrzelił, chciał ją tylko postrzelić. Twojego brata zabrała policja a teczki leżą zabezpieczone w sejfie.- Nie zabolało. Cieszyłam się, że taki potwór już nigdy nikogo nie zrani.

* Kilka dni później * 

Poleżałam na oddziale jeszcze kilka dni i dostałam wypis do domu. Nie chciałam tam z jednej strony wracać. Nie chciałam wracać do gangu, do obowiązków. Niall przyjechał po mnie pod szpital. Wsiadłam niepewnie i odjechaliśmy.
Podjechaliśmy pod dom, gdzie już czekały dzieci. Przytuliły się do mnie a cała złość, niechęć i ból przeszły.  Weszliśmy do domu, w którym roznosił się przepiękny zapach obiadu.
- No już myślałem że nie przyjedziecie! - Zadowolony Louis zanosił talerze do jadalni. Zdziwiona weszłam za nim i zamurowało mnie.
Stół był nakryty a z potraw unosiła się para, nie wiedziałam że chłopcy potrafią ugotować normalny obiad. Usiedliśmy całą ósemką do stołu i w prześwietnej atmosferze zjedliśmy.
- Mamo? Czy teraz już będziemy bezpieczni?
- Kochanie, wy zawsze jesteście bezpieczni. - Pocałowałam ją  w czubek głowy i przytuliłam. Cały dzień spędziłam z rodziną w domu na różnych grach, zabawach i rozmowach. Dawno tak dobrze się z nimi nie dogadywałam. 
- Nath, możemy porozmawiać? - Te słowa z ust mojego męża nie wróżyły nic dobrego. Wyszliśmy przed dom do ogrodu.
- Coś się stało?
- Nic, Po prostu chciałem powiedzieć Ci, jak bardzo Cie kocham.
- Ja też Cie kocham mąż. - Pocałował mnie. W tym się nie zmienił nadal całował jak ten młody szalony Niall.
- Chodź spać. Jesteś zmęczona.
Nie protestowałam, częste wizyty w szpitalu mogą naprawde wykończyć człowieka. Ułożylam się wygodnie obok męża i zasnęłam.

* 6 lat później *

Od kilku lat żyjemy normalnie, jak normalna rodzina.
Porzuciliśmy przeszłość, zapomnieliśmy o tym i jesteśmy bardzo szczęśliwi.
Emily niedawno miała swoje 17 urodziny a Logan jutro kończy 12 lat.
Jestem taka szczęśliwa, że gdy miałam te naście lat poznałam chłopaków a dziś już mężczyzn posiadających własną rodzine i dzieci.
Zayn i Perrie oczekują właśnie drugiego dziecka.
Rose i Harry wychowują ślicznego 6 letniego chłopca. Mam grupkę cudownych przyjaciół i wspaniałą rodzine.
Emily Horan
Logan Horan

Ostatnie zdjęcie gangu (męskie)


No, to już koniec.
Płacze, naprawde. Czas rozstać się z moim małym maleństwem.
Dziękuje, naprawde z całego serduszka każdemu kto przyczynił się do powstania tego bloga.
Dziękuje mojemu chłopakowi, Mateuszowi który nieraz pomagał mi pisać również sceny +18
Dziękuje przyjaciółce, która nigdy nie pozwoliła mi się poddać w tym co robie
Dziękuje również Wam, bo bez Was nie byłoby mnie tutaj. Dziękuje za każdy komentarz, każde wyświetlenie.

Dziękuje, że byliście do końca ♥

Pamiętajcie, że możecie mnie znaleźć tutaj :

• ASK
Facebook  (Danielle)
Impossible love (blog)

sobota, 13 września 2014

Ze względu na to, że jestem teraz w pierwszej liceum mam niezły, że tak powiem zapierdol i przepraszam odrazu, za to że nie będę narazie pisać rozdziałów.
Na następny tydzień mam zapowiedziane 8 sprawdzianów i naprawde nie znajduje czasu na pisanie rozdziałów.

ALE OBIECUJE, ŻE WRÓCE W WIELKIM STYLU Z MILIONEM ŚWIETNYCH POMYSŁÓW! ♥

Jeszcze raz was przepraszam i wiem, że już wielu z was odeszło, albo odejdzie. Mam nadzieje, ze Ci którzy są od początku, zostaną już do końca.

sobota, 6 września 2014

Rozdział 100 - The End?


Z klubu, wyszła moja matka w towarzystwie chłopaka ok dwudziestki.
- No dalej! Działaj według planu! - Schowałam broń i pocałowałam go krótko w usta, pchnał mnie w strone rodzicielki.
- Cz-Cześć mamo.
- O kruszynko moja.. Co Ty tu robisz. - Przytuliła mnie mocno. Była pijana, śmierdziała wódką, uh.
- Znajomy powiedział mi, że będziesz tutaj dzisiaj. Chciałam porozmawiać.
- Josh, zostaw nas samych. - Kiwnął głową i wsiadł do auta. Cholera, nie tak miało być. - O czym chciałas porozmawiać słoneczko?
- Miałaś racje. Nie jestem bezpieczna z Niallem. Chciałabym uciec, jak najdalej. Mogłabym tymczasowo wprowadzić się do Ciebie?
- Oczywiście córeczko. - Delikatnie mnie objęła a ja dyskretnie uśmiechnęłam się do Zayna. To znak, udało mi się.
Wsiadłam z nią do auta tego chłopaka i odjechaliśmy z piskiem opon.
Jechaliśmy dość długo, miałam czas na zastanowienie się co dalej. Nie wierze, że łyknęła tą bajeczke tak szybko. Naiwna i pijana. Straciłam do niej jakikolwiek szacunek, jednak... Cały czas, zastanawiały mnie słowa chłopaków. " To będzie największy koszmar " , "Staniesz oko w oko ze swoimi słabościami".
Po pół godzinnej drodze dotarliśmy do wielkiej rezydencji. Wjechaliśmy przez brame a chłopak zaparkował pod schodami.  Wzięłam głęboki wdech i poprawiłam się na siedzeniu, chowając broń wgłąb spodni.

* Oczami Nialla * 

Kiedy tylko wsiadła z matką do samochodu, serce stanęło mi na chwile. Bałem się i boje do tej pory. Jest w tak cholernym niebezpieczeństwie. Jeden zły ruch, jedno złe słowo i wszystko sie posypie. Ale, da rade. Zawsze dawała, to silna kobieta.
- Niall tutaj? - Jechałem z Zaynem za samochodem jej matki. Zaparkowaliśmy pod drzewami kilka metrów od bramy wjazdowej. Podałem sms'em adres tej rezydencji chłopakom i czekałem na ich przyjazd. Dyskretnie wspiąłem się na marmurowy płot i w schowałem się w koronie drzewa. Obserwowałem uwaznie moją żone.
Wysiadła z auta dyskretnie poprawiając broń. Uśmiechnęła się do matki i weszły do środka. Chłopaki podjechali, więc zeskoczyłem i pobiegłem do nich. Z bagażnika wyciągneliśmy wszystkie możliwe rodzaje broni, granaty i noże. To nasza ostatnia akcja, mam nadzieje, że ostatnia.
- Gotowi? - Zayn podszedł do nas cały obładowany bronią i amunicją.
- Gotowi. - Ruszyliśmy w strone wejścia. To będzie ciężka noc.

* Oczami Nathalie * 

Rozejrzałam się po pięknej sypialni w której rzekomo miałam spać. Przeszukałam każdą szufladę i szafke. Głupia, przecież najważniejsze dokumenty będzie trzymać w... Sypialni? Gabinecie?
Telefon w kieszeni zawibrował, podskoczyłam ze strachu i wyciagnęłam go. Niall napisał.
Odpisałam mu szybko i schowałam telefon.
- Mamo? Mogę rozejrzeć się po domu?
- Oczywiście córeczko. Josh pójdzie z Tobą.
- Em, nie nie. Poradzę sobie sama, jestem dużą dziewczynką. - Uśmiechnęłam się i ruszyłam na pierwsze piętro. Jak ja znajdę tą cholerną teczke w godzine!?
Cała akcja, polegała na.. Sama nie wiem czym.
 " Musisz znaleźć teczkę, zieloną teczkę wypełnioną papierami.  Tam są wszystkie plany Huntera. Te z przeszłości jak i plany na przyszłość których nie zrealizował. Potem musisz znaleźć teczkę czerwoną, Teczkę Josh'a. Wtedy my wkroczymy, a Ty będziesz podążać za wskazówkami Nialla. "
Biegłam najciszej jak się dało i sprawdzałam każdy pokój. Na końcu korytarza znalazłam sypialnie Josh'a. Wpadłam do niej jak poparzona i zaczęłam przeszukiwać szafki.
- Nathalie?! - Podskoczyłam ze strachu. Zamknęłam szafkę i wychyliłam się delikatnie na korytarz.
- Tak?!
- Zejdź na kolacje!
- Za chwileczkę! - Przeszukałam szafkę stojącą obok biurka. Jest! Zielona teczka. Sądziłam, że znajdę tutaj plany Josh'a, cóż. Ważne że coś mam.
Dyskretnie wbiegłam do "mojego" pokoju chowając teczkę pod poduszkę. Napisałam mojemu mężowi sms. Nie dostałam odpowiedzi więc poszłam na kolacje. Lazania, ohyda.
- Czemu nie jesz? - Josh zmierzył mnie wzrokiem zajadając się kolacją.
- Nie jestem głodna. - Odsunęłam talerz i wstałam. - Pójdę się położyć.
Wbiegłam po schodach na drugie piętro. Udałam się do prawego skrzydła rezydencji. Znalazłam po pięciu minutach gabinet mojej matki. Weszłam i zaczęłam przeszukiwać szuflady.
- Jak mówiłam, wszystko jest już gotowe. - Cholera no! Rozejrzałam się w poszukiwaniu jakiejś kryjówki. Szafa! Dyskretnie do niej weszłam i zamknełam drzwi zostawiając malutką szparkę.
- Kiedy mamy ruszyć?
- Rano, najlepiej rano. Będą spali, niczego nieświadomi.
- Ale tam będą dzieci.
- Dzieci śmieci... - Zaśmiała się. - Położę kwiatka na ich grobie.
- Ojciec nie chciałby...
- Nie obchodzi mnie, czego chciałby Twój ojciec! On nie żyje a ja obiecałam sobie, że się zemszczę, że jego śmierć nie pójdzie w niepamięć, zrealizuje jego plany.
- On chciał tylko rozbić ich gang. Nie chciał ich zabijać!
- Wyjdź!
Chłopak bez słowa wyszedł, a serce podskoczyło mi do gardła. Byłam tak wściekła, moja własna matka planowała nas zabić. Byłam wściekła i cholernie przerażona. Przecież w domu, są dzieci. Ja jestem tutaj, chłopaki przed wejściem.. Kto je obroni? A jak coś się stanie?
Nawet nie zauważyłam kiedy zostałam sama. Wybiegłam z szafy i zaczęłam przeszukiwać szafki w biurku. Znalazłam.
Napisałam sms'a do Nialla i usłyszałam przeładowanie broni.
- Tak czułam, że coś jest nie tak. - Głęboki wdech i stanęłam z nią oko w oko. Stałam nieruchomo lustrując ją wzrokiem, ona nie wie co robi.  W jej oczach był widoczny strach, ale także złość i zmieszanie. Ręka jej drżała, mierzyła raz w moją głowe a raz w brzuch. Zacisnęłam dłoń na teczce.
- Mamo... Nie musimy tego robić. To nie mus się tak skończyć. Jesteśmy rodziną..
- Byłyśmy! - Wrzasnęła płacząc. - Odwróciłaś sie ode mnie wybierając wygodne życie u boku milionera.
Powoli zaczęła naciskać spust. Przełknęłam głośno ślinę. Zamknęłam oczy i wyszeptałam ciche "przepraszam" z myślą o mojej rodzinie. Usłyszałam krzyk i uderzenie, ktoś upadł. Otworzyłam oczy..
Zayn trzymał moją matke twarzą do ziemi.
- UCIEKAJ! - Bez wahania rzuciłam się do ucieczki, zabierając ze sobą pierwszą teczke. Wbiegłam do salonu, gdzie czekał na mnie Josh.
- Wiesz, myślałam że moje rodzeństwo będzie bardziej... Rozsądne i mniej przewidywalne.
- Nie jesteśmy rodzeństwem.
- Mamy tą samą matkę, nie uważasz że płynie w nas ta sama krew?
- Nie. Moja krew jest czysta. Twoja jest brudna.
- Mówisz jak ksiądz. - Zaśmiał się ironicznie.
- Mój ojciec był normalny. Nie był mordercą, któremu zabijanie ludzi sprawiało przyjemność.
- Nie znam swojego ojca, nie wiem jaki był. - Spoważniał a jego wzrok przeniósł się na portret mężczyzny na scianie za mną. Obejrzałam się i dokładnie go zbadałam. Tak, to zdecydowanie Hunter.  Znów spojrzałam na chłopaka.
- Teraz grzecznie oddaj mi te teczki.
- Żebyś mógł zrealizować plany ojca? Nie pozwole żeby setki niewinnych ludzi ginęło przez Twoją bezmyślność. - Usłyszałam przeładowanie broni za sobą. Zimny koniec broni dotknął mojej głowy.
- Oddaj mu to. - Drżący głos mojej matki rozerwał cisze w pomieszczeniu.  Serce zaczęło mi szybciej bić a oczy zaszły łzami. Miałam zginąć z rąk własnej matki?



KOCHANI!

ZAKOŃCZENIE BLOGA, ROZKŁADAM NA DWA LUB TRZY ROZDZIAŁY!

Czyli blog zakończy się na 102 lub 103 rodziale.
Przepraszam że musieliście tak długo czekać. :(

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 99 - One last time.


Rano obudziłam sie wypoczęta i szczęśliwa. Tak świetnej nocy, dawno nie przeżyliśmy.
Przeciągnęłam się leniwie i rozejrzałam po pokoju, byłam sama.
Z dołu, dobiegał przecudny zapach. Założyłam na siebie cieniutki szlafrok i wyszłam na korytarz. Było tu zadziwiająco cicho.
- Niall?
- W kuchni! - Odkrzyknął. Odrazu tam zeszłam wzrokiem szukając dzieci.
- Gdzie dzieci? - Podążałam za pięknym zapachem. Moj mąz stał przy garnkach w białym fartuszku. Zaśmiałam się pod nosem i pocałowałam go w policzek.
- Emily jest u Summer a Logan na placu zabaw.
- Logan ma dopiero 5 lat! A Emily może się coś stać, Niall czy ty myslisz?!
- Myśle kochanie. Liam i Sophia pilnują Emily a Logan jest z Eleanor.
- Przepraszam, jestem już przewrażliwiona. Co na śniadanie?  - Postawił przede mną talerz z warzywami. Rzeczywiście sie wysilił. Zjedłiśmy w spokoju i wyszliśmy do ogrodu. Położyłam się na kocu zamknęłam oczy i pozwoliłam myślom odpłynąć.  Przez tyle lat, tak wiele się zminiło. Ja się zmieniłam.
Nigdy w życiu, nie pomyślałabym, że zostane żoną jednego z członków najgroźniejszego gangu.. Teraz, sa gangiem dla zasady. Są już za starzy.
- Nath? - Jego niski głos wyrwał mnie z zamyślenia.
- Tak?
- Masz gościa. - Niezadowolony stanął obok mnie. Podniosłam się i spojrzałam na drzwi wejściowe.
- Mama? - Powoli wstalam i podeszłam do kobiety.
- Przyjechałam zabrać Ciebie i swoje wnuki.
- Co? - Wstałam i stanełam z nią oko w oko. Jak ta kobieta śmie po tylu latach przychodzić tutaj i mówić mi że zabiera "swoje wnuki".
Gdzie była kiedy jej potrzebowałam? Gdzie była podczas ciazy?!
- Nie jesteście z nim bezpieczne.
- Byłyśmy bezpieczne jedenaście lat i będziemy bezpieczne kolejne jedenaście.
- Nie sadzę. - Spojrzała na mnie i wyszła trzaskając drzwiami. To było dziwne, jakby nie ona..
Nienawidze ludzi, którzy znikają kiedy najbardziej ich potrzebuje, zostawiają mnie samą ze wszystkim, a potem wracają i myślą że co? Że na nich czekam i przywitam ich z otwartymi rękoma?
- Kochanie? Wszystko dobrze?
- Tak. - Wtuliłam się w niego i zaciagnęłam cudownym zapachem jego perfum. Staliśmy w tuleni w siebie, dopóki do domu nie wpadły dzieci.
- Mama! Patrz, patrz! - Emily podbiegła do mnie ze zdjęciem w ręku.
- Kto to?
- No jak to kto! Ariana Grande! Rodzice Summer ją znają, patrz mam z nią zdjęcie! - Zaczeła podskakiwać jak szalona po całym domu. Zaśmiałam się pod nosem i wzięłam synka na ręce.
- Głodny?
- Tak! - Poszłam z nim do kuchni i przygotowałam dla wszystkich obiad. Spagetti, pychota.
Usiedliśmy przy wielkim stole i zaczeliśmy jeść. Atmosfera była nieco napięta, sama nie wiem czemu. W ciszy zjedliśmy a Lily pomogła mi posprzątać.
Usiedliśmy w ogrodzie i do wieczora miło spędzilismy tam czas.
- Nathalie? Możemy pogadać? - Podszedł do mnie Liam z poważną miną.
- Jasne. - Uśmiechnęlam się niepewnie i wyszlismy
- Potrzebna jesteś, na następną akcje.
- Liam.. Jeszcze nie daliście sobie z tym spokoju?
- Ten ostatni raz. Wszyscy Cię potrzebujemy. To bedzie jedna z najważniejszych akcji..
- Dobra, rozumiem. Kiedy i gdzie?
- Jutro, o 20:00 pod tym nowym klubem.
- Tym w centrum?
EMILY W WIEKU 9 LAT
- Tak.
Zgodziłam się, bo jakie miałam inne wyjście? Jestem z nimi od ponad 15 lat.  Muszę im pomagać w takich sprawach, czuje ze to mój obowiązek.
Nie wróciłam już do Nialla, poszłam do sypialni i wpatrywałam si e w sufit.  Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

~ * ~

Obudziły mnie promienie słoneczne. Przeciągnełam się i spojrzałam na drugą połówkę łóżka. Nie było go dzisiaj w nocy. Ziewnęłam i zeszłam na dół. Wszyscy siedzieli w salonie a kiedy zeszłam ich oczy skierowały się na mnie.
- Więc wracając. Ja, Liam i Nathalie,będziemy czekać tutaj. - Podeszłam do nich niepewnie i przyglądałam się Zaynowi który gestykulował i pokazywał coś na mapie.
- Ja, Zayn i Harry będziemy w środku. Kiedy tylko Obiekt A, czyli nasz główny cel wyjdzie z baru. Potem , róbcie wszystko zgodnie ze wskazówkami.
 Wszyscy jednocześnie kiwneliśmy głową. Rozejrzałam się po domu w poszukiwaniu dzieci. Grzecznie bawiły się w pokoju Logana. Zrobiłam sobie kawe i w spokoju wypiłam ją przed telewizorem.
- Kochanie, boje się o Ciebie. - Mój mąż przyszedł i przytulił mnie jak małe dziecko.
- Nie musisz, przecież robie to od dawna.
- No tak, ale ta akcja... Jest wyjątkowa. Staniemy oko w oko z naszymi słabościami i nie możemy się cofnąć.
- To brzmialo, jak zwiastun dobrego horroru. - Zaśmiałam się i pocalowałam go delikatnie w nosek.
- Bo to będzie horror.- Wstał i wyszedł do kuchni. Nie poszłam za nim. Siedziałam i pusto wpatrywałam się w ściane. To.. Zabrzmiało cholernie przeraźliwie. Westchnęłam i poszłam do dzieci.
Bawiłam się z nimi chwile a potem poszłam zrobić obiad.
O 18 zaczęłam szykować się na akcje. Szybki prysznic i kolacja. Poszłam do sypialni i stanęłam przed lustrem, włosy spięłam w kucyk i zrobilam mocny czarny makijaż. Założyłam czarne obcisłe rurki i skórzaną kurtkę.  Za dwadzieścia ósma wsiadłam w samochód Nialla i odjechaliśmy.
Dzieci zostały z Eleanor i Rose, które zostały wykluczone z akcji, z powodu.. Sama nie wiem jakiego.
Po piętnastu minutach dojechalismy na miejsce. Do rozpoczęcia akcji zostało tylko 5 minut. Wdech, wydech.. Spokojnie.
- Nath? - Zayn zaskoczył mnie od tyłu. Odwróciłam się podskakując ze strachu.
- Nie strasz mnie tak idioto..
- Sorki. Sądze że Niall Ci powiedział. Nie możesz się wycofać. Jesli to zrobisz zginiesz.
- To brzmi jak jakaś chora gra.
- Bo to jest chora gra. Toczy się między nami a Hunterem od lat.
- Przecież Hunter nie żyje.
- On nie. Ale jego dziecko tak.
I wtedy do mnie dotarło. Moja matka, była z nim w ciąży. Dlatego chciał ją zabić. Dlatego ją porwał a Hazz poświecił życie, w pewnym sensie, zeby ją uratować.
I jeszcze to, jak pojawiła się mówiąc, że nie jestem bezpieczna z moim mężem.
- Na miejsca. - Niall pociągnął mnie za sobą za samochód. Balam się patrzeć, nie chciałam.
- To ona. - Niall szturchnął mnie mówiąc szeptem. Uchyliłam jedno oko a serce mi stanęło i rozpadło się na milion kawałków.

sobota, 9 sierpnia 2014

Zapraszam na pierwszy rozdział nowego bloga.

http://zayn-malik-fanfictionx.blogspot.com/

Pojawił się na nim pierwszy rozdział.
Drugi pojawi się dopiero PO setnym rozdziale tutaj.

Mam nadzieje, że spodoba się wam moje drugie cudeńko.

Kocham was! ♥

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 98 - Everyone deserves a second chance.


- O czym Ty mówisz?
- Zayn i Perrie musieli wyjechać.
- A co z dziećmi!? - Zaczynam panikować. Cholera.
- Są z nimi. Ktoś w LA, się na nas czai. Greg mnie dzisiaj ostrzegł. Powiedział, ze najlepiej będzie jak wrócimy jak najszybciej.
- Ale... Jesteśmy tu dopiero drugi dzień.
- Wiem. Dlatego sprowadzimy ich tutaj. Zostaniemy tydzien. Jak będzie trzeba to dwa albo i więcej. Przeczekamy.
- Od kiedy masz podejscie "przeczekamy"? - Wjechalśmy na najwyższe pietro i udaliśmy się do pokoju. Odrazu zadzwonił do Mailka, rozmawiał z nim ok 30 minut.
- Są już w samolocie.
- Skad wiedzieli?
- Wpadł na ten sam pomysł co ja. Przylecą ok piątej lub szóstej nad ranem. Pójdę zarezerwować dla nich pokój,a Ty śpij.
- Nie zasne bez Ciebie.
- Śpij.- Pocałował mnie przelotnie w usta i wyszedł. Kurwa, nie tak miał wyglądać nasz wyjazd.
Nie chodzi o to, że dzieci przyjeżdżają, ale o to, ze on zachowuje się... Dziwnie. Szuka każdej wymówki żeby tylko wyjść. Miało być romantycznie, ale kurwa nie jest.
Poszłam pod prysznic, zjadłam jabłko i przebrałam się do spania. Ułozyłam sie wygodnie i czekalam. Po dłuższym czasie przyszedł.
- Gdzie byłeś?
- Rezerwowałem dla nich pokój.
- Ponad 40 minut?
- Byłem w barze. Wypiłem piwo. Chcialem dać Ci czas na zaśniecie.
- Dlaczego nie chcesz zasypiać ze mną?
- Bo mam cholerną ochote Cie zerżnąć, a za każdym razem, kiedy chce Cie zachęcić słysze " nie dzis "
- A co, jeśli ja teraz mam ochote? - Podszedł do mnie szybkim krokiem i podniósł z łóżka. Przywarł mnie do sciany i zaczął namietnie calować. Zjechał ręką między moje nogi.
Cholera, zapowiada się ciekawa noc...

~ * ~

Obudziła mnie rozmowa Nialla i Zayna.
- Kurwa, dlaczego uciekliście? Dlaczego sie poddaliście?
- Niall, do jasnej cholery, zrozum! Mamy pod opieką dzieci.. Nie mogłem narazić ich życia.
- Mogłeś zostawić je u Harrego.
- Przeginasz stary..
- Wiesz, ze oni moga zą wami przylecieć!?
- Nie przylecą. Liam, Louis i Harry się tym zajmą..
- A Ty nie mogłeś?
- Jestem odpowiedzialnym wujkiem. Nię mogłem narazić dwójki niewinnych dzieci, na śmierć. - Wyszedł trzaskając drzwiami. Podskoczyłam do góry i usiadłam niechętnie na łózku.
- Słyszałaś? - Kiwnęłam głową.
- Gdzie dzieci?
- Z Pezz na basenię.
- A która godzina?
- Jedenasta piętnaście. - Wstałam bez słowa i poszlam się ubrac. Krótkie spodenki i bluzka, na luzie. Minęłam go w korytarzu i pobiegłam na basen. Stęskniłam się za nimi.
- Emily! - Krzyknęłam gdy tylko ją zobaczyłam.
- Mama! - Podbiegła do mnie i mocno sie przytuliła.
Calutkie popołudnie spędziłam z dziećmi na basenie. Obiad i znowu basen. Nie odzywałam się do Nialla. Kara musi być.
- Zachowujesz się dziecinnie. - Perrie podeszla do nas z drinkiem w ręku.
- Niby czemu?
- To że sie do niego nie odzywasz, nie robi żadnego wazenia.
- A co mam robić?
- Najlepiej daj mu w ryj. - Wtrącił się Zayn podnoszac Logana.
- Nie mam powodów. Rozumiem to, ze gang to dla niego wszystko.
- Wszystkim, to powinna być rodzina.
- No i jest najwazniejsza. - Smutny głos Horana, przerwał nasza rozmowe.  - Ja, tylko chciałby się pozbyć problemow.
Przytuliłam go. Doskonale go rozumiem, wszyscy chcielbyśmy pozbyć się tych problemów.

* Tydzień Później *
Dzień Powrotu do LA

Romantyczny wyjazd we dwojga zamienił się w koszmar z przyjaciółmi. Codziennie chodziliśmy do tej restauracji z Sierrą i Gregiem. Przyznam, ze to miły chłopak. Wakacje z dwójką dzieci, nie są takie bajeczne. Ale ciesze się, że są tutaj z nami. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby coś im sie stało.
- Wszystko spakowane?
- Tak.
- A dzieci są?
- Tak! - Emily krzykneła z łazienki.
- No, to jedziemy? - Zniecierpliwiony Zayn stał patrząc na zegarek.
- Idziemy. - Wzięłam Logana na ręce i zjechaliśmy windą do lobby. Oddałam klucze przystojnemu mężczyźnie z recepcji i wsadzilam synka do fotelika. Chłopaki zapakowali walizki do dwóch samochodów i ruszyliśmy.
Szybko dotarliśmy na lotnisko. Samolot ojca Nialla, już na nas czekał.  Bezpiecznie i spokojnie do niego wsiedliśmy. Wsiadałam jako ostatnia, już prawie weszłam gdy ktoś pociągnął mnie za ręke.
- Nathalie.
- Greg. - Wzięłam głęboki wdech i odwrociłam się do męzczyzny.
- Nie chciałem, żeby to tak wyszlo. Nie chce być waszym wrogiem.
- To daj nam spokój.
- Nath, prosze. Straciłem kontakt z bratem na tyle lat. Chce odnowić nasze relacje. Moge wam udowodnić..
- Nic nie musisz. Po prostu daj nam spokoj.
- Dobrze. Jeśli tego chcesz. Wysłałem pięć dni temu ochrone pod wasz dom. Około ośmiu ludzi pilnuje waszych domów. - Usmiechnełam sie zaskoczona i przytuliłam go w podziekowaniu.
- Kochanie, wszystko ok?
- Tak, lećmy już. - Uśmiechnełam się ostatni raz do brata mojego meza i wsiadłam do samolotu. Szybki wjazd na pasy startowe i odlot.
- Czego on chciał?
- Wysłał ośmiu ludzi jako ochrone. Pilnują naszych domow.
- To nie jest normalne.. - Zayn odpiał pasy i podszedł do barku.
- Czemu? Chciał być miły.
- Facet z gangu w Londynie ma być miły?
- Jesteśmy jego rodziną.
- Wy jesteście.
- Mniejsza o to. Ostrzegł nas. Może nie jest taki zły? Trzeba dawac ludziom drugą szanse.- Podałam samochodzik Loganowi i wzięłam zimną wode z baru.
- Jestes taka naiwna.. - Horan usiadł na fotelu patrząc przez okno.
- Słucham? Jestem naiwna bo co? Bo daje ludziom drugą szanse? Bo im wybaczam?
- Dokładnie. - Nawet na mnie nie patrzył.
- Jestem naiwna bo Ci wybaczyłam, niejednokrotnie.. Miło, ze w końcu to przyznałes. - Rzuciłam butelke z wodą i zamknęłam się w łazience.
Dlaczego on taki jest? Ilekroć zostajemy sami, jest idealny. Czuły, romantyczny i miły, a kiedy tylko jesteśmy z przyjaciółmi zamienia sie w chama. Nie tak miał wyglądać nasz wyjazd.
- Skarbie? - Zapukał delikatnie i chwycił za klamke. Zamknęłam, ups. - Prosze, otwórz. Nie chciałem.
- Zawsze tak mówisz, a potem robisz to samo.
- Przepraszam.
- Te słowa z Twoich ust już nic nie znaczą. Ale wybacze Ci, zawszę Ci wybaczam. - Otworzyłam drzwi i poszłam do dzieci. Logan spał a Emily słuchała muzyki.
Ułozyłam sie wygodnie na siedzeniu i odrazu zasnęłam.
EMILY ♥
- Mamo? - Delikatna rączka Emily głaskała mnie po glowie. - Dolecieliśmy.
Otworzyłam oczy i leniwie się przeciągnęłam. Odpięłam pas i wysiadłam.
Piękna tu pogoda. Wzięłam synka na ręce i udaliśmy się do wyjścia z lotniska. Jego pracownicy, już pakowali nasze walizki do limuzyny. Spojrzałam na Nialla i mimowolnie sie do niego uśmiechnęłam. Jestem na niego zła, ale nie potrafie tego pokazać. Dojechaliśmy do domu dość szybko.
Mój mąż otworzył brame wpisując odpowiedni kod. Weszłam do domu jako pierwsza. Był piękny, czysty, jakby niedawno ktoś w nim sprzątał.
Usiadłam na kanapie i wziełam głęboki wdech. Tak cudownie u pachnie.
- Ma-ma
- Słucham skarbie? - Wzięłam mojego małego synka na kolana i cmoknęłam delikatnie w czółko.
- Tatuś Cie woła. - Zsunął się z moich kolan i pobiegł do ogrodu. Poszłam za nim.
- Kocham Cie. - Podszedł do mnie i wręczył mi wielki bukiet róż.
- Ja też Cię kocham. - Pocalowałam go delikatnie, co mój synek skomentował uroczym "Bleh".
- Dziś jest nasza kolejna rocznica. - Uśmiechnął sie delikatnie rumieniąc.
- Kolejna? Nie masz pojęca która prawda?
- Szczesliwi czasu nie licza. - Pocalował mnie długo i namiętnie. Kocham go.
Wieczór spędziliśmy w romantyczniej atmosferze, oczywiście z dziećmi.
Uwielbiam, kocham ich.
Jedlismy właśnie kolajce. Naleśniki z dżemem i syropem czekoladowym. Czułam sie tak cudownie.
- Mamo, a Summer będzie mogła przyjśc do mnie na noc?
- Pytaj taty. - Wzięłam ostatniego kęsa i włożyłam talerz do zlewu.
- Tato?
- Niech będzie. Ale grzecznie!
- Pojedziesz ze mną? - Błagalnym wzrokiem spojrzał na mnie.
LOGAN
- Zapomnij. Ja musze rozpakować walizki. Jedź. - Posprzątałam ze stołu i dalam Loganowi lizaka. Westchnął i wyszli.
- Pomożesz mamie?
- Taak! - Zaklaskał w rączki i poszliśmy na góre. Pietnaście minut po wyjściu Emily zadzwoniła. Jada do Mac'Donalda. Poprosiłam ich, zeby coś nam przywieźli i wzięłam sie za rozpakowywanie. Nie było ich jeszcze godzine. Wraz z Loganem rozpakowaliśmy wszystkie torby, wiekszość rzeczy poszła do prania.
Przyjechali o 20:40
- Dzień Dobry. - Zeszłam na dół. Summer przywitała mnie ciepłym uśmiechem.
- Dobry wieczór. - Zaśmiała się i pobiegła z Lily na góre.
- Nigdy więcej. - Mój mąż, padł jak kłoda na kanape głośno wzdychając. Usiadłam mu na pasie i delikatnie masowałam plecy. Mruczał z przyjemności. Pocałowałam delikatnie jego szyje i zeszłam. Jęknął niezadowolony.
- Dzieci nie śpią.
- A masz ochote? - Zerwał się jak na zawołanie i już stał przede mną.
- Niall, dzieci. - Jęknełam kiedy zaczał całowac moją szyje.
- Chodź. - Zaciągnął mnie do łazienki. Pchnął delikatnie na ściane, podszedł i złaczył nasze usta w bardzo namiętnym pocałunku. Rozszerzył mi delikatnie nogi i przejechał po niej reka.
- Tylko nie krzycz. - Szepnął prawie niesłyszalnie. Kiwnęlam głową i wzięłam głeboki wdech.  Zsunąl ze mnie spodnie. Dotknął jej.
Przeszły mnie ciarki. Tak dawno się nie kochaliśmy.
Wziął mnie delikatnie na ręce i ułozył na kafelkach, zrzucił ze mnie ubrania i zabrał się do roboty.
Nie sądziłam że po tak długim czasie , tak szybko sie podnieci. Wszedł we mnie szybko i mocno. Zasłoniłam usta ręką.
Poruszał się powoli, ale mocno.
- Masz, gryź. - Podał mi ręcznik. Coś w stuli knebla? Super pomysł Horan.. Świetny.
Wsadziłam go do ust i starałam się ograniczyć jęki.
Był coraz szybszy i agresywny, cholernie mi sie to podobało.
Po kilku dłuższych i spokojnych minutach oboje szczytowaliśmy.
Zmęczony usiadł obok mnie i cmoknął delikatnie w czoło.
- Kocham Cie żona, wiesz?
- Ja też Cię kocham. - Uśmiechnęłam się do niego nakładając spodnie. - Pójde do dziewczynek, zobacze czy wszystko z nimi okej.
Poszłam na góre i delikatnie uchyliłam drzwi.
- Potrzebujecie czegoś?
- Kanapek i kakao! - Oderwały się od skakania po łóżku i spokojnie usiadły.
- Zaraz będzie. - Uśmiechnęłam się i poszłam na dół.
Zrobiłam to o co prosiły i z pomocą Nialla zaniosłam kolacje na góre.
- Zjedzcie i połóżcie sie już spać. - Powiedział i poszedł do naszej sypialni. Cmoknęłam Lily w policzek i poszłam do męża.
- Kochanie? - Zajrzałam do łazienki.
- Słucham?
- Chce jeszcze raz. - Pociagnął mnie za ręke do łóżka, ta noc będzie bardzo dłuuuga.

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 97 - Childhood friend and problems.


- To jak? Chcesz zobaczyć reszte domu?
- No pewnie! - Pociagnęłam go za ręke i zaczęłam zwiedzać.
Salon i Kuchnia , Sypialnia , Łazienka , Taras
- Zadowolona?
- Nawet nie wiesz jak bardzo! - Usiadłam na ławce ktora znajdowała się w drugiej części tarasu. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam na mojego męża. Nadal jest tak cholernie przystojny.
- Co chcesz robić? - Wyciagnął do mnie rękę którą delikatnie chwyciłam.
- Spać? Jestem zmęczona.
- A może..? - Spojrzał na jacuzi stojące niedaleko nas.  Uśmiechnełam sie w odpowiedzi i poszłam przebrac się w strój.
- Wohow. - Spojrzał na mnie i otworzył szeroko buzię.
- Aż tak źle?
- Kochanie, wyglądasz... No sama spójrz. - Spuścił wzrok na swoje krocze. Spojrzałam na niego i cicho sie zaśmiałam. Weszliśmy do cieplutkiej wody, usiadłam wygodnie i pozwołiłam odpłynąć wszystkim problemom.  - Może szampana? - Sięgnął po butelkę i dwa wysokie kieliszki.
- Przygotowałeś się. - Zachichoałam i wzięłam od niego szklane naczynie. Napełnił je do połowy i uśmiechnął się uroczo.
Tego mi brakowało, jego obecności, uśmiechu i spokoju. Nasze zycie ostatnio naprawde się zmieniło.
- Kocham Cię. - Odstawił kieliszek i przyciągnął mnie do siebie. Usiadlam na nim okrakiem i dopiłam napój do końca. Całował mnie namiętnie, schodził niżej, szyja, dekolt.
- Nie dziś.
- Czemu?
- Jestem zmęczona.
- No prosze. - Złapał mnie mocno za pośladki i przyciagnął jeszcze bliżej siebie.
- Nie. - Cmoknęłam go w nosek i wyszłam z wody owijając sie dokładnie ręcznikiem. Poszlam do łazienki przebrać się w piżamę.  Ułozyłam się wygodnie na łóżku i odrazu zasnęłam.

~ * ~ 

Obudziłam się w pustym łóżku. Usiadłam leniwie ocierajac oczy. Spojrzałam na miejsce obok.

" Pojechałem po zakupy, jeśli chcesz idź na basen, niedaleko hotelu jest spa. Moja karta kredytowa leży u Ciebie w portfelu. Pin to 6322. Niedługo będę, Kocham Cie " 

Udałam się pod prysznic, rozpakowałam torbę i wyjełam strój kąpielowy. Związałam włosy w kucyk i zjechałam windą do lobby. Oddałam klucze do pokoju recepcjonistce i wyszłam na świerze powietrze. Tu jest tak pięknie.. Znalazłam wolny leżak i delikatnie położyłam na nim ręcznik. Ułożyłam się wygodnie i postanowiłam poopalać. 
Jakieś 10 minut później, ktoś stanął przede mną i zasłonił mi słońce.
- Nie wiem kim jesteś, ale odejdź bo zsłaniasz mi słońce.
- Oczywiście ksieżniczko. - Znajomy głos dotarł do moich uszu. Otworzyłam oczy a przede mną stała piękna wysoka dziewczyna
- Przepraszam, my się znamy? - Spojrzałam na nią zdejmując okulary.
- No ładnie, bogaty mąż i już zapomina się o przyjaciółkach. - Zaśmiała się i skrzyżowała ręce na piersi.
- Sierra? - Otwórzyłam lekkó buzie ze zdziwienia. Wstałam i mocno przytuliłam przyjaciółkę. 
- Minęło tyle lat... Co ty tu robisz? 
- Nie tylko ty masz groźnego i bogatego męża. - Zasmiała się i zawołała kogoś gestem ręki. Uwaznie przyglądałam się każdemu mezczyźnie w okolicy. Zobaczyłam Grega, który idzie w naszą strone.
Nie, błagam, tylko nie on...
- Kochanie, to moja przyja...
- Cześć. - Uśmiechnął się promiennie obejmując dziewczyne w talii.
- Hej. - Uśmiechnęłam się do niego sztucznie. 
- To wy się znacie? - Popatrzyła na nas ze zdziwieniem. Wykrzywiłam usta w najsztuczniejszy uśmiech jaki tylko moglam. 
- Greg to brat mojego męża. - Spojrzałam na Nialla idącego w nasza strone. Cholera.
- Cze.. - Zawiesił się w połowie slowa patrząc na swojego brata.
- Kochanie, poznaj moją przyjaciólkę z Liceum, Sierre i jej męża. - Wypuścił powietrze z płuc i podał jej reke.
- Greg.
- Niall. - Zapanowała grobowa cisza. Wpatrywali się w siebie nawet nie mrugając.
- No, to może zjemy wspólnie kolacje? Niedaleko, jest świetna restauracja. - Sierr rozladowała atmosfere pytaniem.
- Jeśłi tylko moja żona się zgodzi, to z miłą chęcią. - Niall cmoknał mnie w policzek.
- Jasne. To o 20:00 przed wejściem do hotelu?
- Dobrze. - Pożegnałam sie z dziewczyną i w ciszy wróciłam z Niallem do pokoju.
- OSZALAŁAŚ!? - Krzyknął gdy tylko weszliśmy.
- Skąd miałam wiedzieć, ze Greg to jej mąz!?  - Nie odezwał się. Przytulił mnie bardzo mocno. 
- Pójdziemy na tą kolacje.
- Kochanie, jeśli nie chcesz, nie musimy iść. 
- Pójdziemy, nie dam mu tej satysfakcji. Masz jakąś sukienke, to elegancka restauracja.
- Zawsze biore ze sobą jedną sukienke. - Uśmiechnełam się do niego i poszłam po telefon. Zadzwonie do Emily, tesknie za moimi skarbami. 

~ * ~

- To jak? Jedziemy? - Greg otworzył drzwi od limuzyny swojej żonie. Wsiedliśmy do niej wszyscy i udaliśmy sie na miejsce. Po 15 minutach jazdy, dojechaliśmy pod wielką restauracje.
- Panie przodem. - Blondyn przepuścił nas w drzwiach i za sekunde już był przy mnie trzymając moją ręke. Podeszliśmy do męzczyzny stojącego za blatem.
- Stolik dla czterech osób poproszę.  - Mój mąż, był nadzwyczaj spokojny i miły. Jak nie on..
Mężczyzna wział cztery karty menu i poprowadzil nas bez słowa do stolika. Greg odsunął krzesło swojej żonie, więc i Niall musial to zrobić. Otworzyłam karte i spojrzałam na dania. Po chwili wszyscy zamówiliśmy i cierpliwie czekaliśmy na dania. W między czasie kelner przyniósł zamówione, jedno z najdroższych, wino i wysokie kieliszki.
- Więc, co tu robicie? - Niall niechętnie zaczął rozmowe.
- Wakacje. - Odpowiedział Greg upijając kilka łykow wina. Spróbowałam, ale mi nie smakowało. Nie lubię wina, nie lubie tez takich drogich i wykwintnych restauracji. Wole usiaść w ogrodzie, przy grilu i piwie.
- A wy? - Sierra poprawiła się na krześle i usmiechnęla promiennie.
- Również. - Moje kochanie dolał sobie wina i spojrzal na mnie  z uśmiechem.
- Ile jesteście małżeństwem? - Patrzyłam jak mąż mojej przyjaciółki chwyta ją delikatnie za ręke i gładzi ja kciukiem. Spojrzałam na Nialla, nie potrafiłam odpowiedzieć na to pytanie.
- Okolo dwunastu lub trzynastu lat. - Kelner przyniósł nam dania i w ciszy zaczeliśmy jeść. Było bardzo niezręcznie, cisze przerywały tylko uderzenia widelców o talerze.
- Braciszku? - Greg wstał i zwrócił się do Nialla. - Pozwolisz?
Wyszli przed restauracje i zapalili papierosa.
- A Wy? Ile jesteście razem?
- Świerze małżeństwo. Dopiero dwa lata. - Zaśmiała się i skończyła jesc sałatkę.
- Kochasz Go?
- No oczywiście, a Ty Nialla?
- Najbardziej na świecie.
- Jesteście tak długo ze soba i nie macie dzieci? - Zadławiłam się wodą którą właśnie piłam. Zaczęłam się śmiać.
- Mamy dwójkę wspaniałych dzieci. Chłopca i dziewczynę.
- Ile mają lat? - Uśmiechnęla się szeroko podpierając głowę reką.
- Logan ma pięć a Emily jedenaście.
- Sliczne imiona. - Uśmiechnęła sie, kiedy Greg zajął miejsce obok niej.  Dokończyliśmy w spokoju kolacje i ok 21:30 wyszlismy z restauracji.
Szybko dojechaliśmy pod hotel i pod drzwiami wejściowym się pożegnaliśmy.
- Mamy poważny problem.. - Gdy tylko weszliśmy do windy Niall bardzo spoważniał.


Kochani! Wciaż nie moge uwierzyć, że o już prawie koniec.
Im bliżej końca, tym mniej się udzielacie, to jakiś rodzaj protestu? XD

środa, 30 lipca 2014

Rozdział 96 - I Love You...


- Nie wiem.
- Jak to "Nie wiem" ?
- No po prostu, nic nie pamiętam. Odzyskałem świadomosc dopiero w szpitalu.
- Mój biedny. - Pogłaskałam delikatnie jego ramie. W mojej głowie siedziały najczarniejsze myśli.
- Bywało gorzej. Gdzie dzieci?
- Z Twoją mama.
- Tam jest niebezpiecznie.
- Nie miałam innego wyjścia.
- Daj telefon. - Wyjęłam urządzenie z kieszeni i niechętnie mu podałam. Zadzwonił do chłopaków. No tak, tylko ich mi tąm brakuje...
- Powiedz im, żeby nic mamie nie mówili! - Wtrąciłam się w rozmowe z Liamem. Chwile poźniej się rozłączył i oddał mi telefon.
- Zabiorą dzieci do Harrego, Eleanor i Rose sie nimi zajmą. Moja mama zaraz tu przyjedzie.
- Brawo.I co jej powięsz geniuszu? " Cześć mamo, jestem postrzelony bo jakis zjeb włamał mi się do domu"?
- Coś wymyśle. Lepsze to, niż zeby siedziała z chłopakami.
-Fakt. Idę do sklepu, chcesz coś?
 - Wode i fajki.
- Tu nie można palic.
- To tylko wode. - Pocałowałam go delikatnie i wyszłam ze szpitala.
Każdy myśl, że jesteśmy idealnym małżenstwem, że między nami wszystko ok.. Gdyby nie ten gang, ten jebany gang niszczy życie mi i naszym dzieciom.. Każy się wtraca, najbardziej jego mama. Oszukuje ją i całą rodzine, jak on tak może? Wplątał w to nas wszystkich.  " Niall Horan, wielki biznesmen "
Ta, ciekawe z której strony..
Kupiłam picie, fajki i kilka innych rzeczy w sklepie niedaleko szpitala. Wróciłam do mojego męża, mama już tam była. Schowałam fajki pod bluzkę, heh jak dziecko. Położyłam zakupy na szafce i dyskretnie wsunęłam fajki pod jego bluzkę, ktora leżała na łóżku.
- Jak się czujesz synku?
- Dobrze, dziękuje że pytasz.
- Jak to się stało?
- Nie pamiętam. Byłem w biurze, wychodziłem i obudziłem się w szpitalu.
- Moje biedactwo. - Oh, jak słodko. Mamusia tak się martwi o swojego synka. Przyglądałam się temu opierając się o ściane. - Coś Ci kupić synku?
- Nie musi mama, ja już wszystko kupiłam. - Uśmiechnęłam się do niej sztucznie. Popatrzyła na mnie pustym wzrokiem.
Popołudnie spędziłam z Niallem, jego mama niedługo po tym jak przyszłam, wróciła do domu. Najwidoczniej znudziło jej się siedzenie u synka. Dawno nie byłam  z nim sam na sam.
- Moze jakis wyjazd? Tylko we dwóje. - Nagle w mojego meza coś wstąpiło.
- Co? Gdzie niby?
- Wyspy Kąnaryjskie. Zayn i Perrie zgodzili się przypilnować dzieci.
- Jesteś tego pewien?
- Oczywiście.

* Dzień Wyjazdu *

- Wszystko spakowane? - Biegalam po domu jak szalona sprawdzając czy wszystko jest dopięte na ostatni guzik.
Niall wyszedł ze szpitala dwa dni temu, przyda mu się teraz wypoczynek. Nie powiedział mi na ile jedziemy, czy wynajął domek, czy hotel.. Z jednej strony się ciesze, bo dawno nie byliśmy na wakacjach, sami..  Mogłabym powiedzieć, ze odkąd urodziła się Emily nigdzie nie wyjeżdżaliśmy sami. Po jedenastu latach mu sie przypomniało,heh.
- Nath, prosze nie biegaj tak bo zrobisz sobie krzywde!
- Niall, wyluzuj. Musze być pewna, że wszystko spakowałam. A gdzie Twoje walizki?
- Tutaj. - Wskazał na dwie średniej wielkości walizki postawione przy drzwiach.
- Tylko dwie? Mi kazałeś zabrać pół domu! - Zaśmiał się i pocalował mnie delikatnie w czoło.
- Jesteś kobietą. Potrzebujesz tych.. - Zawachał się. - Rzeczy.
- No tak, jednak 5 walizek to chyba przesada nie sądzisz?
- Być może. Chodź. Samolot już na nas czeka. - Zapakowaliśmy walizki do samochodów. Perrie , Zayn i dzieci pojechali z nami.
- Będe tesknić. - Emily starała się, nie pokazywac jak bardzo nie chce zostać tutaj sama. Biedna moja..
- Szbko wrócimy, zobaczysz, wujek i ciocia nie pozwolą wam sie smucić. - Przytuliłam ją mocno i pocałowałam w policzek. Logan przytulił się do moich nóg, podniosłam go i przytuliłam.
Postawiłam go na ziemi i pomachałam im na pożegnanie. Chwyciłam Nialla za rękę i zniknęliśmy za szybami.
Wąskim korytarzem weszliśmy na lotnisko. Podeszliśmy do wielkiego samolotu.
- Twój?
- Ojca. - Uśmiechnął się i porosił pilota o otworzenie drzwi. Wsiedliśmy a pracownicy wniesli nasze bagarze. Kiedy tylko wystartowaliśmy, zasnęłam.

~ * ~

Obudziły mnie straszne turbulencje.
- Co sie dzieje? - Poderwałam się do góry kiedy samolot zaczął się trząsc.
- Spokojnie kochanie. Ladujemy, to normalne. - Przytulił mnie a ja wyjżałam przez okno. Widok był przepiękny. Błękitno-niebieski ocean wypuszczał swoje snieżno-biale fale na plaże.  Ludzie wygrzewali się w słońcu, mówią, że to wyspy miłości.
Tak bardzo się ciesze, że Niall podjął decyzje o wyjeździe.
- Kochanie? - Delikatnie mnie szturchnął. Siedziała wtulona w jego ramie, od zawsze bałam się latać samolotami. - Wylądowaliśmy.
Przed lotniskiem  czekała na nas biala limuzyna. Eh, on uwielbia wydawać pieniądze..
-Chodź. To ma być niespodzianka. - Podszedł i zawiązał mi oczy czarną opaską. - Nic nie widzisz?
- Nie.
- Napewno?
- No tak! - Zaśmiałam się i ruszyliśmy. Droga była dość krótka, ok 10/15 minut. Pomógł mi wysiasc i weszliśmy do jakiegoś budynku.
- Poczekaj tutaj. - Zostawił mnie z walizkami i odszedł, po chwili szybko wrócił.  Udaliśmy sie do windy, tak to napewno była winda. Wjechaliśmy na ostatnie piętro. Wnioskuje to po bardzo długim "jechaniu" w górę.
Usłyszałam dźwięk otwierania zamka. Tak, to na pewno hotel.
- Długo jeszcze? - Jęknęłam.
- Możesz zdjac opaske. - Otworzyłam oczy a na moje usta odrazu wykrzywiły sie w szeroki usmiech.
Widok był po prostu bajeczny!
- Podoba Ci się?
- Niall tu jest idealnie! - Odwróciłam się i rzuciłam w jego ramiona. Podniósł mnie i obrócił wokół własnej osi.
- Kocham Cie żona.
- Ja też Cię kocham. - Złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku. Ten wyjazd musi być idealny.


No to wielkimi krokami zbliżamy się do końca. 
Pamiętam jak w tamtym roku, w sierpniu siedziałam nad jeziorem i pisałam rozdział 23.. Ten czas tak szybko minął. 
No cóż, mam nadzieje, ze dotrwacie do końca, ponieważ po setnym rozdziale, czeka was NIESPODZIANKA! ♥

piątek, 25 lipca 2014

Rozdział 95 - Further Problems..

Nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział, gdyż miałam napisany już cały 96, ale przez nieuwage usunęłam go. Jestem na wakacjach nad jeziorem i narazie nie mam czasu pisać go od nowa. :)


- Nic. - Otarł krew spływającą z jego wargi i poszedł do łazienki. Poszłam za nim, tym razem, nie dam za wygraną.
- Niall do cholery zobacz jak wygląda nasz salon! Zobacz jak wygląda Twoja twarz!
- Nic mi nie jest.
- Widze własnie... Pomyślałeś o tym, że dzieci mogły to zobaczyć?! Że mogło Ci się coś stać?
- Nie.. - Oparł się o umywalke i spuścił głowe w dół.
- Niall, nie możesz tak, co się stalo?
- Greg... On nie jest już tym samym człowiekiem co kiedyś. Jest szefem największego gangu w Londynie. Chciał, żebym przyłączył nas do niego... Powiedzialem, że to za duże ryzyko i nie poswięce siebie, przyjaciół  rodziny dla niego. Wtedy wpadł w szał..
- Kocham Cie. - przytuliłam się do jego pleców. On jest coraz słabszy, coraz gorzej sobie ze wszystkim radzi.  Poszliśmy do kuchni ,opatrzyłam jego rany i pomogłam zrobić obiad. Zjedliśmy wszyscy razem w ciszy. Panowała napięta atmosfera , nie podobalo i się to.
- A może jutro , wybierzemy sie na plaże? Albo w sobote?
- Kochanie? W sobote jest..
- Zapomniałam.. - No tak, znów nasze życie zaczyna się kręcić wokół gangu. Kolejna NIEPOTRZEBNA akcja.. Jestesmy bezpieczni, mamy pieniądze i szczesliwa rodzine, po co na ten gang!?
- To pojedziemy jutro. - Powiedział stanowczo i odłozył talerze do zmywarki.

Pomogłam Emily odrobić lekcje, Niall zajmował się w tym czasie Loganem.
- Emily, Luluś, przyszedł wujek Harry! - Nawalony Styles wparował do naszego domu, Logan odrazu do niego pobiegł i wskoczył mu na ręce.
Harry ciągle traktuje go jak swojego syna.  Nie zrobilismy testów, nie zgodziłam się na nie, chcialam, żeby Niall wierzył mnie a nie jakimś wynikom labolatoryjnym.
- Prosiłam Cię, żebyś go tak nie nazywał. - Zmierzyłam go wzrokiem.
- Musimy porozmawiac. - Liam wszedł do mieszkania z całą resztą. Rose i Sophia usiadły na kanapie w salonie a chłopcy udali sie do gabinetu.
- Chcecie coś do picia?  - Obie bez słowa kiwnęły przecząco głową.
- Jak Ty to wytrzymujesz? - Soph wstała i spojrzała przez okno na Emiły i Logana bawiących się w ogrodzie.
- Ale co takiego?
- Jak wytrzymujesz ze swiadomością, że możesz ich stracić? Że coś może im się stać?
- Nie wiem, nigdy sie nad tym nie zastanawiałam. Wiem, że nasze życie jest niebezpieczne, ale napewno nikt nie chciałby skrzywdzić dzieci.
- Jesteś taka naiwna.
- Każdemu z nas grozi niebiezpieczeństwo, nawet dzieciom.. - Wtrąciła się Rose. Westchnęłam i poszłam do ogrodu. Usiadłam na ławce i obserwowałam moje skarby.
- Nathalie? - Po jakimś czasie Liam stanął obok mnie z poważną minął.  - Musimy wyjechać.
- Co? - Spojrzałam na niego. - Dlaczego?
- Dla waszego bezpieczeństwa.
- Nigdzie się stąd nie ruszam.
- Narazisz rodzine?
- Niall nas obroni, ja też potafię się obronić.
- Nikt z nas, nie jest wystarczająco wyszkolony. Za daleko zabrnęliśmy.
- To, odkręćcie to?
- Nie da się.
- Liam, powiedziałam! Nie chce słyszeć o żadnej przeprowadzce!
- Mamo, wszystko dobrze? - Emily podeszła do nas z Loganem na rękach.
- Tak. - We czwórkę weszliśmy do zatłoczonego salonu.
- Zamówimy pizze? - Soph popatrzyła z nadzieją na Liama, który pokiwał twierdząco głową.
- Dzisiejszą noc, spędzimy tutaj, a potem coś się wymyśli. - Zayn odpalił papierosa i rozsiadł się na kanapie.
- Jeśli nie chcesz zarobić w psyk, lepiej wyjdź z tym papierochem do ogrodu. - Warknęłam. Leniwie wstal i z popielniczką usiadł na ławce.
Tak minął nam cały wieczór. Wkurwiałam się na chłopaków co chwile krzycząc. O 22 padłam na łożko zmęczona.
- Kochanie?  - Nialler przyblżył się do mnie i delikatnie mnie pocałował.
- Tak?  - Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku zjeżdżając reką na moją bielizne. - Nie dzisiaj, prosze.
- Ale ja chce.
- Ale ja nie.
- Co mnie to obchodzi? - Położył sie na mnie.
- Niall! Piłeś, nie będe sie z Toba kochać jak jesteś pijany.
- To się ze mną ruchaj. - Przyssał sie do mojej szyji robiąc mi kilka mocnych malinek.
- Rucha, to się dziwka! - Zepchnęłam go i wyszłam z pokoju. Zeszłam do kuchni i nalałam sobie soku. Za chwile przyszedł i przytulił mnie od tyłu.
- Przepraszam. - Delikatnie ucałował moją szyję.
- Mhm. - Mruknęłam, dopiłam sok do końca i wróciliśmy do sypialni.

~ * ~

- Mamo! Mamo wstawaj! - Krzyk Emily odrazu wyrwał mnie ze snu. Stała przede mną w swojej białej pizamie. Chwila... Coś tu nie...
- EMILY!? - Krzyknęłam, kiedy zdałam sobie sprawe, ze moja córka stoi w mojej sypialni cała we krwi. Spojrzałam na łożko, byłam sama. - Co sie stało?!
- Nie wiem, tata, on..
- On, co?
- Leży w salonie, we krwi, nie rusza sie... Mamo..
- Gdzie Logan?
- Śpi.
- Plinuj go. - Wyciagnęłam bron z szafki obok łóżka, przeładowałam i zeszłam na dół. Nikogo nie było, dom był pusty.
Podbiegłam do mojego męża, cholera.
- Liam!? Gdzie wy do cholery jesteście! Niall dostal. Skąd mam wiedzieć?! Niedaleko serca, zabieram go do szpitala i chuj mnie obchodzi co powiecie! - Zadzwoniłam po karetke która natychmiast się zjawiła, wynieśli go na noszach i odjechali na sygnale. Zadzwoniłam do teściowej, czy moglaby się zając dziećmi. Niechętnie ale się zgodziła. Posprzątałam szybko mieszkanie i ubrałam dzieci.
- Nathalie?
- Mamo? - Zmierzyła mnie wzrokiem i spojrzała na dzieci uśmiechając się. Nie lubie jej... Ubrałam się i odrazu pojechałam do szpitala.

* Kilka godzin później *

Siedze tu już 4 godzine i nikt mi nic nie mówi! To zaczyna być denerwujące.
- Pani Nathalie Horan? - Młoda kobieta ok czterdziestki w białym kitlu podeszła do mnie z szerokim uśmiechem. Wstałam i delikatnie podałam jej dłoń. - Pani mąż, miał wiele szczęścia, został dosłownie draśnięty. Kula nie uszkodziła mu zadnych narządów wewnętrznych i została już usunięta chirurgicznie.
- Moge się z nim zobaczyć?
- Oczywiście. - Uśmiechnęła się pormiennie i zaprowadziła mnie do sali. Leżał w bezruchu wpatrując się w sufit. - Panie Horan, ma pan gościa.
Spojrzał w moją strone, podsunął się wyżej na szpitalnym łóżku i poklepał mniejsce obok siebie usmiechając się w podziękowaniu do kobiety obok mnie.
- Jak się czujesz? - Delikatnie usiadłam obok niego, chwycił moją małą dłoń i splótł nasze palce między siebie.
- Dobrze, bywało gorzej. - Uśmiechnął się pod nosem.
- Więc... Co się stało? -Zapytałam spokojnie, mimo ze bałam się odpowiedzi. Miałam przeczucie, że zdarzy się coś okropnego...

poniedziałek, 21 lipca 2014

Rozdział 94 - Don't be afraid sweetheart.

Na początku, ważna informacja.

Wiem, że jesteście zdenerwowane lub smutne, cokolwiek, że Mateusz ze mną zerwał, jednak wyzywanie go od chujow  kutasów (XDDDD) nie jest konieczne, bo napewno nie jest mu miło. Mimo rozstania mam dobre kontakty a nasze uczucia marzenia i plany wobec siebie się nie zmieniły.


Ruszyliśmy z piskiem opon i pojechaliśmy do Zayna.
- Mamo co się dzieje? - Emily ściskała w pięściach pas wyczekując odpowiedzi.
- Nie wiem kochanie. - Skręciłam na posesje przyaciela i wyjęłam Logana z fotelika.
Niall otworzył drzwi kluczami, które dostał "w razie, gdyby coś się stało".
- Co sie dzieje stary? - Zayn z piwem w ręku oparł sie o futrynę drzwi prowadzących do salonu.
- Jakiś gość, wtargnął do salonu, chciał ich skrzywdzić. - Podniósł Logana na ręce i mocno przytulił.
- Panikujesz jak baba. - Odstawił piwo i przejął chłopczyka.
- Zaza... Gdyby ktoś wtargnął do Twojego salonu i groził bronią Twojej żonie też chyba byś spanikował.
- Rozjebałbym mu łeb i zakopał gdzieś ciało. - Zaprowadził dzieci do Perrie i wyszliśmy przed dom. - Zauważyłem, że od pewnego czasu, ktoś kręci się po tej ulicy. Nad ranem i w nocy obserwuje nasze domy. Codziennie, jest to ktoś inny, ale zachowuje się tak samo. Myśle, że może mieć to coś wspólnego z Harrym.
- Czemu? - W mojej głowie zaczęło krążyć pytanie " A co jeśli on... Chce zabić Logana?"
Nie, Nathalie, nie myśl o tym, dlaczego miałby to robić? Nie ma powodów. Uspokój sie..
- Nie wiem. Po prostu podejrzewam

* Następny dzień. * Dom Zayna 

- Co z tym zrobimy? - Zdenerwowany Liam chodził w kółko po salonie.
- Nic. Musimy być po prostu bardziej spostrzegawczy.
- Ale my mamy dzieci! Nie pomyślałeś o nich!? - Harry wybuchł złością rzucając w naszą strone ironiczne spojrzenie.
- Myśle, że Niall i Nathalie, będą umieli zadbać o swoje dzieci. - Louis uśmiechnął się i poklepał Stylesa po ramieniu.
- Niall, z faktu, że macie małe dzieci, zamieszkacie chwilowo z nami. Perre i Nathalie zajmą się Lily i Loganem. Za to my.. - Zwrócił się do chłopaków. - Będziemy obserwowac ulice.
- Mamo.. Boje się. - Emily podeszła i  przytuliła się do mnie.
- Nie bój się słonko, będzie dobrze. - Uśmiechnęłam się do niej sztucznie i popatrzyłam na Nialla, nigdy w jego oczach nie widziałam tyle bólu, żalu i złości. Zamknał oczy i zacisnął mocno pięści.
- Przepraszam na chwile. - Szepnął i wyszedł. Wszyscy spojrzeli się na mnie pytająco.
- Poczekaj tutaj na mnie i popilnuj brata. - Posadziłam Logana na kanapie i pobiegłam za Niallem.
Siedzial w ogrodzie i palił papierosa.
- Kochanie, wszystko dobrze?
- Nie. - Powiedział drżącym głosem i zgasił fajke. -Narażam Ciebie i dzieci, moje nawiększe skarby, Emily codziennie mówi że się boi, zniszczyłem wam życie.
- Nie zniszczyłes. - Usiadłam obok niego i gładziłam delaktnie jego plecy. - Oboje wiedzieliśmy, że założenie rodziny, naleząc do gangu, będzie ryzykowne. Doskonale wiedzielismy, że może być niebezpiecznie.
- Kocham Cie wiesz?
- Ja też Cie kocham,w racajmy już - Chwyciłam go za ręke i pociągnęłam do środka.

* Kilka dni później * 
Oczami Nialla

- Tato, mozemy porozmawiać? - Emily zapukała do drzwi mojego gabinetu.
- Jasne, siadaj. - Wskazałem ręką duży skórzany fotel po drugiej stronie biurka. - Co się stało?
- Bo ja... Bo ja nie chciałam martwić mamy, ale jakiś Pan, codziennie stoi pod moją szkołą i obserwuje mnie..
- Od dawna?
- Od kilku dni.
- Czemu nie mówiłaś wcześniej!? - Poderwałem się do góry podchodząc do okna.
- Myślałam, że to ktoś, kto ma mnie pilnować.
- Więc dlaczego uważasz, ze to ktoś kto chce Ci zrobić krzywde?
- Nie wiem. Tak myśle, Ostatnio Summer, mówiła mi że wypytywał o mnie moje koleżanki z klasy.
- Summer?
- Przyjaciółka. Tato,boje się.
- Nie bój się aniołku. - Przytulilem ją do siebie i pocałowałem w czoło.
- Emily! Chodź bo się spoźnisz! - Moja żona krzyknęła z dołu.
- Dzisiaj ja ją odwioze, Ty zawieź Logana do przedszkola. - Cmoknąłem ją delikatne w policzek i zgarniając kluczyki wyszedłem z domu, za chwile Lily do mnie dołączyła i ruszyliśmy.
Moja córka, chodziła do najlepszej szkoły w mieście, prywatnej oczywiście. Stanąłem pod bramą i dokładnie się rozejrzałem.
- Kochanie ale tutaj nikogo nie ma. - Popatrzyłem na nią, patrzyła przed siebie a jej źrenice powiększyły się do granic możliwości. Spojrzałem w tamtym kierunku.
W cieniu pod drzewem stał mężczyzna w czarnym kasku i w skórzanych ubraniach. - To on?
- T-Tak. - Wysiadłem obiegając samochód i otworzyłem drzwi Emily. Wysiadła i zarzuciła torbe na ramie. Pchnąłem ją delikatnie. Ruszyliśmy w strone wejścia do szkoły.
- Przyjade po Ciebie o której kończysz?
- 13:30, tato nie zostawiaj mnie.. - Jej oczy się zaszkliły a mi pękło serce. Odprowadziłem ją pod sama sale i poczekałem az zacznie się lekcja.
Opuściłem szkołe, on nadal tam stał. Spokojnie do niego podszedłem, cisnąłem nim o drzewo ze złości.
- Czego ty kurwa chcesz od mojej córki!? - Zdjął kask a ja rozluźniłem uścisk. Przede mną, stał moj brat, Greg.. - Co Ty tu robisz?
- Nie dawałeś znaku życia tyle lat, musiałem Cię odnaleźć.
-Skąd wiedziałeś że tutaj?
- Nie wiedziałem, zwiedziłem wszystkie miasta, w których byłes, do LA przyjechałem, bo tak podpowiadało mi serce.
- Jak poznałeś moją córke?
- Niall... Internet? Media? Telewizja?
- Wynająłeś prywatnego detektywa... - Uśmiechnął się tylko w odpowiedzi.
I teraz wszystko było jasne. Czuliśmy się obserwowani, widzieliśmy podejrzanego faceta, a to nikt inny, tylko prywątny detektyw..
- Możemy porozmawiać?
- Jasne, jedź za mną. - Wsiadłem do auta i ruszylem z piskiem opon.

* Oczami Nathalie *

Zawiozłam synka do przedszkola i wróciłam do domu, po drodze zahaczając o supermarket. Weszłam do domu rzucając klucze na komode i odrazu weszłam do kuchni, postawiłam siatki z zakupami na blacie i udałam się do salonu.
- Siema. - Jakiś obcy mężczyzna machna ręką na przywitanie i sączył jak podejrzewam piwo. Patrzyłam na niego pytającym wzrokiem.
Co mam zrobić? Wyciagnąć broń, czy raczej być spokojną?
- Cześć kochanie. - Niall wszedł do pomieszczenia całując mnie w policzek. - Poznałaś już mojego brata?
- Brata? - zbadałam wzrokiem mężczyzne siedzącego na kanapie.
- Tak, zdążyliśmy się poznać. - Powiedzialam z ironią i wyszłam do kuchni rozpakować zakupy.
Całe popołudnie spędziłam na sprzątaniu domu i codziennych czynnościach.
Mój mąż przegadał kilka godzin z bratem, o czym rozmawiali? O gangach.. Greg też należy do gangu, w Londynie.
- Niall, nie musisz jechać po Emily?
- Ty po nią jedź.
- Ale..
- Żadnych ale, powiedziałem jedź! - Był pijany... Nie chciałam wywoływać kłótni.
Pojechałam po Emily i Logana.
- Dlaczego tata nie przyjechał? - Lily wsiadła na tylne siedzenie i ruszyłam w kierunku domu.
- Źle się czuje, ma gości i nie mógł wyjść.
- Ale obiecał..
- Wiem kochanie, przyjedzie następnym razem. - Po kilkunastu minutach wjechałam na podjazd.
- Wypierdalaj! - Z domu dochodziły krzyki i tłuczenie szkła.
- Poczekajcie tutaj. - Zostawiłam dzieci przy samochodzie i wbiegłam do domu. Greg celował bronią w mojego męża. Spojrzeli na mnie i uspokoili się.
- Jeszcze porozmawiamy.. - Zdenerwowany mężczyzna wyszedł potrącając mnie barkiem. Wyszłam za nim i wzięłam dzieci do domu .
- Idźcie do siebie. - Emily spojrzała smutno na Nialla i wbiegła na góre trzymajac Logana za rączke.
- Nathalie.. - Jękną.
- Co.Tu.Sie.Do.Cholery.Stało!?

środa, 9 lipca 2014

Rozdział 93 - Happy Days.


- Nathalie, błagam.
- Błagasz? Ha! Jesteś żałosny. Ene dułe... - Nacisnęłam spust. Pudło.
- Przepraszam! - Wrzasnął.
- Na przeprosiny już za późno, nie sądzisz? - Druga próba. Pudło. Trzecia, też nic.
- Nie rób tego.. - Jego głos złagodniał.
- Znikniesz z naszego życia raz na zawsze, odpuścisz sobie Logana, wyprowadzisz się z LA..
- Logan może też być moim synem.
- LOGAN NIE JEST TWOIM SYNEM! - Czwarty wystrzał, też pusty.
Nasza ślicznotka ♥
Bał się, cholernie się bał.
Płakał, jak mała dziewczynka.
- Dobrze..
- Przysięgnij.
- Przysięgam.
- Wiesz co Styles? Jesteś ciotą... Udajesz twardego, ale w środku jesteś pieprzonym mięczakiem! Wystarczy że wyceluje Ci w łeb i już miękniesz. Masz tydzień na wyprowadzkę. - Opuściłam broń i jak najszybciej wróciłam do domu.

~ * ~

- Gdzie byłaś? - Zdenerwowany Niall siedział na kanapie patrząc na zegarek. Opowiedziałam mu wszystko ze szczegółami, pokazałam mu broń. Na piątym wystrzale, był nabój.
Szkoda że nie strzeliłam.
- Jestem zmęczona. Pójde się położyć.
- Ide z Tobą. - Zaniósł mnie na góre i ułożył na łóżku, dał mi swoją koszulkę i położył się obok mnie.
- Dzieci śpią?
- Już od 40 minut. - Wtuliłam się w niego i bardzo szybko zasnęłam.
~
Obudziłam się pierwsza. Odrazu poszłam do pokoju Logana.
Uśmiechnęłam się i odetchnęłam z ulgą, gdy zobaczyłam, że spokojnie sobie śpi. Zajrzałam do Emily.
- Mama. - Wstała z podłogi i przytuliła się do mnie.
- Dlaczego nie śpisz słoneczko? - Podniosłam ją i poszłyśmy do kuchni. - Gofry?
- Taaak! - Wdrapała się na krzesło. Zrobiłam 20 gofrów i poszłam obudzić Nialla.
Weszłam do pokoju, stał owinięty w ręcznik wybierając ubrania z szafy.
- Dzień Dobry Przystojniaku. - Przytuliłam go całując delikatnie jego jeszcze mokre plecy.
Malutki Logan ♥
- Dzień Dobry Księżniczko. - Wyjął ubrania z szafy i cmoknął mnie delikatnie w czoło.
- Śniadanie na stole. - Uśmiechnął się pod nosem.
- Tak? A co dobrego zrobiłaś?
- Gofry. Radze Ci się pośpieszyć, Emily to straszny głodomorek.
- Ma to po tatusiu. - Pocałowałam go przelotnie i poszłam do Logana.
- Cześć kruszynko. - Podniosłam maluszka, gdy już miał zacząć płakać. Nakarmiałam go i zeszłam na dół. Położyłam go w łóżeczku, które stało obok kanapy i zajęłam miejsce w objęciach Nialla.
- TATA! A ja?! - Emily zrobiła smutną mine i wdrapała się na jego kolana.

* Kilka dni później *

Siedziałam z Niallem na plaży, przyglądając się Emily, która bawiła się na brzegu.
- Jesteś szczęśliwa?
- Bardzo. - Od kilku dni, byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie. Harry, po mojej wizycie, nie odzywa się, nie pokazuje na mieście.. Nic, jakby ślad po nim przepadł.
Z Niallem, postanowiliśmy zacząć od nowa, wybaczył mi zdradę, chociaż wiem, że wciąż go to boli.
Dzisiejszy dzień, był taki spokojny. Jak dla mnie, za spokojny.
- Nie dziwi Cię to, że jest tak spokojnie?
- Nie. Uwielbiam to.
Tak bardzo się ciesze, że wszystko wróciło do normy. Mam szczęśliwą i pełną rodzine, żadnych problemów, wrogów. Bylam taka szczęśliwa!

* Cztery lata później *
- Emily! Masz już 10 lat! Chyba potrafisz samodzielnie wsadzić brudne rzeczy do kosza na pranie tak!?
- Mamo prosze Cie..
- Nie " Prosze Cie" tylko marsz do pokoju i brudne rzeczy do kosza! - Niechętnie poszła na góre.
Wiele się zmieniło przez te cztery lata.
Nie wyprowadziliśmy się z LA, cała paczka teraz tu mieszka, na jednej ulicy.
Z Harrym nie utrzymuje kontaktów, chyba że jest jakaś akcja.
W moim małżeństwie układa się jak w każdym, czyli normalnie.
Emily ma już 10 lat, Logan 4 lata. Wszystko układa się świetnie, a przynajmniej tak mogłoby się wydawać.
- Nathalie? - Zdenerwowany Niall wbiegł do salonu.
- Coś się stało?
- Ktoś kręci się wokół naszego domu.
- Niall, koszą trawniki, to normalne.
- Nie, ten ktoś jest podejrzany.. Dziwnie się zachowuje.
- Panikujesz. - Usłyszeliśmy strzał i za chwile szyba w salonie była wybita. Pobiegłam do dzieci i wszyscy znaleźliśmy się w salonie.
- Mamo co się dzieje?
- Nic skarbie. Schowaj się za mną. - Osłoniłam ją własnym ciałem i wpatrywałam się w rozbite okno i pełno szkła na ziemi. - Niall co się dzieje?
- Sam chciałbym wiedzieć. - Zmierzał w kierunku drzwi. Podbiegłam do niego i mocno go przytuliłam.
- Błagam nie idź.
- Wróce, obiecuje.. - Musnął delikatnie moje usta i już go nie było. Zawołałam dzieci do siebie i usiedliśmy na podłodze za kanapą.
- Dlaczego nasze życie, jest takie niebezpieczne?
- Wasze słoneczko, jest bardzo bezpieczne. Ani ja ani tata, nie pozwolimy aby wam się cokolwiek stało.
- Nawet kosztem waszego własnego życia?
- Jesteś taka mądra. - Cmoknęłam ją w czoło. Drzwi się otworzyły i ktoś wszedł do mieszkania. Nie był to jednak Niall.
Wysoki mężczyzna stanął rozglądając się uważnie. Przyłożyłam palec do ust karząc dzieciom zamilknąć.
- Nathalie, skarbie wiem że tu jesteś. - Poznaje ten głos. A-Ale skąd?
- Pilnuj brata. - Szepnęłam prawie niesłyszalnie i wstałam.
- Oh, nadal jesteś taka piękna.
- Kim Ty do cholery jesteś!?
- Twoim największym koszmarem. - Strzał. Bezwładne ciało mężczyzny opadło na panele brudząc je jasno-czerwoną krwią.
- Chodź. Wynosimy się stąd. - Wzięłam dzieci i wybiegliśmy z domu, wsiadając do dwóch samochodów.


Misie, bardzo was przepraszam, ale musicie dać mi czas.
6 dni temu, mój chłopak zostawił mnie, tak po prostu. 

Jestem rozjebana psychicznie i ostatnią rzeczą na jaką mam teraz ochotę to pisanie rozdziałów.
Przepraszam.

sobota, 5 lipca 2014

Rozdział 92 - Happy birthday baby.


Obudziłem się przez promienie wpadające do pokoju, przez niedokładnie zasłonięte okno. Przeczesałem włosy dłonią i zorientowałem się, że jestem sam w pokoju. Podszedłem do szafy i nałożyłem na siebie jakąś koszulkę i dresy. Zajrzałem do pokoi dzieci. Były puste.
Udałem się na parter do salonu, który również był pusty. Zrezygnowany wszedłem do kuchni.
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO! - Grupka ludzi wyskoczyła przede mnie wykrzykując na cały dom.
No tak. Dzisiaj są moje dwudzieste piąte urodziny.. Jestem taki stary, a taki głupi.
W tłumie znajomych rozpaczliwie szukałem wzrokiem Nath.
- Niall! - Wskoczyła mi na barana całując delikatnie mój nie ogolony policzek.
- Wystraszyłaś mnie, mówiłem Ci że nie chce żadnego przyjęcia.
- Wiem, nie mogłam się powstrzymać. Wybacz. - Zeszła ze mnie i wtuliła się w mój tors. Objąłem ją delikatnie i pocałowałem w czubek głowy. Jest taka niziutka. Moja mała kruszynka.
- Najlepszego tatuś! - Emily podbiegła do mnie z małym pudełeczkiem. - To dla Ciebie.
Kucnąłem i wziąłem od niej prezent. Otworzyłem pudełeczko i wpadłem w osłupienie. Na białej gąbeczce leżały kluczyki do auta. Spojrzałem na Nathalie.
- Na mnie nie patrz, dałam Ci dwójkę dzieci, czego chcesz jeszcze? - Zaśmiałem się.
- Chodź tatuś! - Pociągnęła mnie za rękę i wyszliśmy przed dom. Na podjeździe stało piękne czarne audi R8.
- Bez jaj. - Podszedłem powoli do auta i przejechałem po przedniej szybie.
- To auto kosztowało fortune! - Odwróciłem się i wziąłem córeczke na ręce.
- Nie mów nikomu, ale mamusia je kupiła. - Szepnęła mi do ucha a ja tylko się uśmiechnąłem. Wróciliśmy do mieszkania. W tłumie odnalazłem moją żone i przytuliłem ją od tyłu.
- Dziękuje.
- Za?
- Samochód. - Odwróciła się i złączyła nasze usta w czułym pocałunku.
- Wszystkiego najlepszego kochanie.
Cały ranek i popołudnie spędziliśmy w towarzystwie przyjaciół. Nie było wśród nich Harrego, nie jest już naszym przyjacielem, jest wrogiem. Nienawidzę go.
- Świetnie się bawiłam. Bardzo się ciesze, że między wami wszystko ok. - Cara przytuliła Nathalie i wraz z Liamem opuścili jako ostatni nasz dom. Poczekałem aż wyjadą , włączyłem alarm i zamknąłem brame kodem.
Moja piękna żona położyła dzieci spać. Mamy troche czasu dla siebie. Wróciła w pięknej krwisto czerwonej bieliźnie.
- Myślimy o tym samym. - Mruknąłem i przyciągnąłem ją do siebie.
- Bądź delikatny. - Szepnęła. Podniosłem ją, oplotła mnie nogami i pocałowała. Usiadłem na kanapie pozbywając się jej stanika. Jesu one są takie piękne.
Widząc i czując moją reakcje, zaczeła się rytmicznie na nim ruszać. W przód i w tył.
Adrenalina skoczyła, podniecenie urosło..
Zdarła ze mnie ubrania pozostawiając mnie w samych bokserkach.
- Naprawdę? Tak szybko się podniecasz? - Zaśmiała się klękając między moimi nogami. Mruknąłem zadowolony i pozwoliłem jej działać.

* Oczami Nathalie * 


Nie lubiłam tego.
Ale robiłam to dla niego, wiedziałam że sprawia mu to wielką przyjemność.
Złapałam jego męskość w prawą ręke. Miałam taką małą rączke, lub on miał takiego... Nie ważne.
Przejechałam językiem od dołu do góry. Zacisnął ręce w pięści i stłumił dźwięk rozkoszy.
- Tylko nie krzycz. Obudzisz dzieci. - Uśmiechnął się w odpowiedzi i wziął głęboki wdech.
Włożyłam go do ust, nie wchodził cały, jestem taka malutka... Że też jemu to nie przeszkadza..
- Szybciej.. - Jęknął przygryzając warge.
Przyśpieszyłam, jednak napewno nie tak, jak on chciał. Byłam do tego za drobna.
Kontynuowałam jeszcze chwile, odsunął się.
- Coś nie tak? - Spojrzałam na niego wycierając usta dłonią.
- Chodź.
- Gumka. - Jęknęłam niechętnie. Nie lubiłam robić tego z prezerwatywą.
 Sięgnął do szafki obok kanapy i precyzyjnie ją założył. Usiadłam na niego okrakiem.
Powoli opuszczałam się w dół nabijając się na niego.
Syknęłam.
- Boli?
- Troszke. - Wszedł cały. Jęknęłam cicho.
Zaczełam się powoli podnosić i opadać. Złapał mnie za biodra i przyśpieszył moje ruchy.
Tłumiłam jęki, nie mogłam obudzić dzieci.
Tak bardzo mi go brakowało, jego dotyku, bliskości..
" On nigdy nie da Ci tego, co ja dam Ci w łóżku! "  słowa Harrego zaczęły obijać się o moje myśli.
Harry może i potrafił zaspokoić kobiete ostrym seksem, jednak nigdy nie potrafił kochać się z kobietą, nie potrafił dać jej poczucia miłości i czułości podczas seksu.
Niall był w tym idealny.

~ * ~

Wzięłam szybki prysznic i zrobiłam moim trzem skarbom kolacje.
- Wybrałaś kraj?
- Nie.
- Dlaczego?
- Nie chce się stąd przeprowadzać. - Wyjęłam talerz z szafki i postawiłam go na stole.
- Nie mamy wyjścia. - Powiedział, jakby chciał uciec od problemu, jakby nie był tym Niallem, którego znałam do tej pory.
- Zabij go. Em, Przepraszam. - Nałożyłam mu jajecznice na talerz i wyszłam na balkon.
Niezauważona pobiegłam do sypialni. Ubrałam się w czarne lateksowe leginsy, czarną bluzke z dekoltem i 15 cm szpilki.
Wzięłam rewolwer Nialla i włożyłam do niego jeden nabój. Przekręciłam magazynek i schowałam broń. Wzięłam kluczyki do nowego auta Nialla i pojechałam pod dom Harrego.
Otworzyłam drzwi kluczem, którego mi do tej pory nie zabrał i po cichu weszłam na góre.
Rose musiało nie być. Zazwyczaj przesiadywała w kuchni lub salonie na dole.
Otworzyłam drzwi do ich sypialni. Leżał na łóżku paląc papierosa.
- Nathalie? - Podniósł się i staneliśmy oko w oko. - Odważna jesteś przychodząc tu po wizycie Nialla, po tym co się stało w hotelu...
Wyciągnęłam broń i wymierzyłam w jego czoło.
- Dałam Ci życie, teraz moge je odebrać. - Spoważniał. Wziął głęboki wdech i zgasił papierosa w popielniczce.
- Nie zabijesz mnie. Jesteś za słaba.
- Jest tylko jeden nabój. Pobawimy się teraz  na moich zasadach.
- Nie odważysz się.
- Żebyś się nie zdziwił.. Klękaj, już. - Słuchał się, był przerażony. To widać, w jego oczach.

wtorek, 1 lipca 2014

Rozdział 91 - Promise?


~ * ~

Siedziałem przy niej już dwie godziny czekając aż się obudzi. Obmyłem delikatnie jej rany i założyłem bandaże. Ona jest taka piękna...
- Tatuś. - Emily po cichutku weszła do pokoju.
- Co się stało?
- Nie chce być sama. Maltwie się o mamusie. - Wziąłem ją na kolana.
- Mamusi nic nie jest. Musiała tylko troche odpocząć.
- A gdzie Logan?
- Odpoczywa.
- Nie prawda! Wujek Harry go zabrał! - Klepnęła mnie leciutko rączką w ramie.
- Jesteś taka bystra, po mamusi. - Zsunęła się z moich kolan i podeszła do łóżka. Wdrapała się na nie i położyła obok Nathalie, wtulając się w nią.
Musze odzyskać mojego syna.
_________________________________________________
Do : Zayn
Umów się dziś z Harrym, w nowo otwartym klubie w centrum. Ma go nie być w domu do conajmniej 3 w nocy. Weź też Liama. Nikt ma się o tym nie dowiedzieć.
_________________________________________________

Musiałem poprosić przyjaciół o pomoc, sam nie dam rady. Harry może i nie jest silny, ale jest nieobliczalny.
_________________________________________________
Od: Zayn
Spoko. Co planujesz?
_________________________________________________

Wyjaśniłem mu wszystko krótko i zwięźle.
Miał się spotkać ze Stylesem o 23.
Za dwie godziny. Wstałem i przykryłem Lily która zasnęła.
Usiadłem w salonie i zacząłem oglądać telewizje.
Nuda, Nuda, Nuda.

* Oczami Nathalie *

Obudziłam się cała obolała. Otworzyłam oczy wpatrując się w biały sufit z jasno niebieskim żyrandolem. Przetarłam powoli opuchnięte oczy i poczułam czyjąś obecność obok mnie.
Delikatnie przekręciłam głowe i ujrzałam śpiącą Emily. Moje źrenice rozszerzyły się do granic możliwości.
- Gdzie ja jestem? - Zapytałam sama siebie i delikatnie zsunełam się z łóżka. Zachwiałam się wpadając na ściane. Obejrzałam się, mój aniołeczek śpi. Wyszłam na korytarz. 
Poznaje to miejsce. Zeszłam po cichu schodami w dół.
Jestem w domu.. Ale co ja tutaj..
- Niall? - Szepnęłam prawie niesłyszalnie. Siedział na kanapie bawiąc się telefonem. W całym salonie roznosił się zapach jego boskich perfum.
Obrócił głowe w moją strone. Oczy automatycznie mi się zaszkliły. Ruszył w moją strone. Wtuliłam się w niego jak mała dziewczynka. Pozwoliłam, żeby zawładną mna, jego cudny zapach. Staliśmy kołysząc się delikatnie.
- Mama! - Emily podbiegła przytulając się do naszych nóg. Niall jedną ręką podniósł ją do góry i we trójkę przytuliliśmy się, jak kiedyś..
Brakowało tylko...
- On go zabrał.. - Wyszeptałam przez łzy.
- Wiem kochanie. To nie jest jego syn. Jestem tego pewny. - Odstawił Lily na ziemie i pocałował mnie delikatnie. Tak bardzo mi go brakowało, wiem.. Zachowałam się jak dziwka, idiotka ale nie cofne czasu, bardzo tego żałuje.  Zrobie wszystko, żeby było jak dawniej.
- On go znowu zabierze.
- Nie zrobi tego.
- Nie znasz go...
- Nie zrobi tego, ponieważ się wyprowadzamy. Co powiesz na Włochy? Hiszpania?
- Z Hiszpanii to ja chyba uciekłam nieprawdaż?
- No tak. Włochy? Polska?
- Polska?
- Tak. Przecież mamy tam dom. Kupie nam większy, dwa razy!
- I basen! - Lily stała między nami i z uśmiechem na twarzy patrzyła raz na mnie, raz na mojego męża.
-  Kupie Ci całe wesołe miasteczko! I milion różowych misiów!- Wziął ją na ręce i obrócił się dwa razy wokół własnej osi. Był wspaniałym ojcem.
- Mama, spać. - Przetarła piąstkami oczka i wyciągnęła rączki. Podniosłam ją i zaniosłam do pokoju. Położyłam w łóżku i przeczytałam bajke. Siedziałam z nią jeszcze chwile głaskając jej rączke delikatnie. Jest taka dzielna...
- Nathalie? - Niall uchylił drzwi wpuszczając do pomieszczenia troche światła.
- Już idę, poczekaj. - Zamknął drzwi a ja przykryłam mojego aniołka. Po cichu wyszłam na korytarz.
Zeszliśmy do salonu siadając na kanapie.
- Niall, dlaczego ja żyje? - Zapytałam drżącym głosem.
- Will Cię uratował. Nath, kiedy skoczyłaś.. Ja... Poczułem, że mój świat się skończył, przestał istnieć. Poczułem taką pustke. Ból, obiecaj mi, że nigdy już tego nie zrobisz. - Z jego oczu wypłynęły słone łzy. Oczy zrobiły się przekrwione a usta rytmicznie drżały.
Usiadłam mu na kolanach, przytulając go najczulej jak mogłam.
- Obiecuje, przepraszam za wszystko.. Nie chciałam, nie pomyślałam. Jestem złą żoną, wybacz mi..
- Jesteś wspaniałą żoną, lepszej, nie mogłem sobie wymarzyć. Kocham Cie. - Złączył nasze usta w namiętnym pocałunku. - Musze iść.
Oderwał się ode mnie wycierając morką od łez twarz.
- Gdzie? - Zeszłam z niego patrząc w jego niebieske tęczówki.
- Do Rose. Musze odzyskać Logana, wyjedziemy, on nas nie znajdzie, obiecuje. - Cmokną mnie w czoło i wstał. Wziął dwa rodzaje broni, kamizelke kuloodporną i skórzaną kurtkę.
- Jade z Tobą!
- Musisz zostać w domu i zająć się Emily. Musisz się wyspać, wypocząć. Dzisiaj dużo się zdarzyło, ale już będzie dobrze kochanie. Wziął kluczyki i już miał wychodzić, zatrzymałam go.
- Pocałuj mnie. Pocałuj mnie, tak jakby to miał być nasz ostatni pocałunek. - Przyciągnął mnie do siebie i złączył nasze usta w namiętnym i powolnym pocałunku. Trwało to chwile, czułam się jak w niebie.
- Niedługo wrócę.
- Obiecujesz?
- Obiecuje. - Cmoknął mnie w nos i wyszedł. Wzięłam głęboki wdech i poszłam do kuchni. Zrobiłam sobie herbatę i kanapki. Usiadłam w jadalni i z niechęcią je zjadłam.

~ * ~

Rose jest taka posłuszna, taka strachliwa kiedy nie ma przy niej Harrego... Poszło mi szybciej i łatwiej niż myślałem.
Wszedłem do salonu stawiając nosidełko z synkiem na podłodze. Rzuciłem klucze na komode i rozebrałem się do bokserek. Wrzuciłem ubrania do kosza na brudy i zaniosłem synka do pokoju. Ułożyłem go delikatnie do łóżeczka i przykryłem kocykiem. Udałem się do naszej sypialni.
Moja księżniczka już spała. I dobrze, była zmęczona.
Ułożyłem się obok niej i otulony jej słodkim zapachem zasnąłem.


Misie dostałam mega weny!
Mam mega wene jednak nie mam za dużo pomysłów. Ale zapewniam, że do końca opowiadania będzie ciekawie!

Kocham was, wiecie? I dziękuje wam, że czytacie moje wypociny i komentujecie rozdziały.
Dziękuje, że nabiliście ponad 150 tys wejść! 

JESTEŚCIE NAJLEPSI! ♥

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 90 - Please don't left me

Rozdział autorstwa Agaty Łańko, z moimi malutkimi poprawami.
Niedługo dowiecie się o niespodziance dla Agaty ale także dla was wszystkich!


      * OCZAMI NATHALIE*

Obudził mnie dźwięk mojego telefonu.. 47 połączeń nieodebranych od: HARRY. Jemu się ciągle wydaje,że ja tak po prostu oddam Logana. 
Przeciągnęłam się i niechętnie wstałam z łóżka. Maluchy jeszcze spały, jak i chyba cały budynek. Spojrzałam na zegarek, była dopiero 5.30. Na śniadanie było za wcześnie a pójście spać już nie miało sensu. Poszłam do malutkiej kuchni przygotować mleko dla synka, po czym usiadłam na fotelu.
W ciągu ostatnich dni wszystko robiłam jakby mechanicznie, jadłam,spałam, zajmowałam się dziećmi. Ale w niczym tak naprawdę nie brałam udziału. Zaczęłam odtwarzać w myślach wszystkie chwile, od momentu poznania Harry'ego. Moje życie tak bardzo się zmieniło. Po grzecznej dziewczynce którą byłam, nic nie zostało. Piłam, paliłam, ćpałam, zdradziłam swojego męża... Nie takie miałam plany na przyszłość. A to wszystko stało się tak nagle i już nie mogłam tego zmienić. Gdyby tylko Niall chciał mnie wysłuchać...
Teraz rozumiem jak bardzo go zraniłam. Zniszczyłam życie jemu i sobie. A on tyle razy próbował mi zaufać.. Był przy mnie, gdy nie układało mi się z Harry'm. Pocieszał mnie, wybaczał. A ja tak mu się odwdzięczyłam. Zrujnowałam też życie naszym dzieciom. Nie chciałam żeby wychowywali się w niepełnej rodzinie. Ale teraz było już za późno...
- Dlacego mamusia płace?- Emily przyglądała mi się uważnie.
- Ja nie płaczę kochanie, oczy mi sie pocą.- wzięłam ją na kolana uśmiechnęłam się sztucznie i przytuliłam.- Kochasz mnie skarbie?
- Jasne ze kocham mamusiu .-odpowiedziała a ja całkiem się rozkleiłam. Moje łzy wymieszane z tuszem do rzęs kapały na jasną bluzeczkę wtulonej we mnie Lily.
- Przepraszam Cię kotku - szepnęłam i drżącymi rękami wybrałam numer do Cary. Przyjechała do mnie 10 min. później i spędziła ze mną cały dzień. Zrobiłą zakupy i zajęła się dziećmi żebym ja mogła sobie wszystko poukładać w głowie i zastanowić się nad moim dalszym życiem. Ale całe dalsze plany musiało popsuć walenie do drzwi. Wzięłam głęboki wdech na uspokojenie, kazałam schować się Carze z dziećmi w kuchni i podeszłam do drzwi aby je otworzyć. Za nimi stał Harry z wściekłością w oczach.
- Długo to trwało zanim otworzyłaś suko. - powiedział. Zamierzałam go spoliczkować, ale on był szybszy. Chwycił moją rękę i wepchnął mnie do pokoju rzucając na łóżko.
- A teraz oddawaj Logana.- Rozkazał.
- Chyba śnisz..- Zaraz pożałowałam tego co powiedziałam bo Styles chwycił mnie za włosy i pociągnął zrzucając na ziemię. W oczach miałam łzy. To było straszne.
- Idź po niego!!!- Krzyknął a ja podreptałam pokornie do kuchni po dziecko.
- Jak chcesz zadzwonię na policje. - Szepnęła Cara przytulając Emily.
- Nie, nie rób tego! Chcesz żeby mnie zabrali za to co robiłam w przeszłości??!!- wzięłam nosidełko z Loganem i weszłam do pokoju
- No i widzisz, trzeba było tak odrazu - Zakpił Harry zabierając ode mnie synka. - Ale... trochę za długo siedziałaś w tej kuchni 
Pchnął mnie tak że wpadłam na kaloryfer obijając się o niego plecami.
- Zostaw ją!- Krzyknęła Cara wypadając z kuchni.
- Bo co mi zrobisz!? - wrzasnął Harry i wyjął rewolwer celując raz we mnie raz w blondynkę.
- Cara uciekaj!!- Zawołałam a dziewczyna biorąc po drodze Emily na ręce wybiegła z pokoju.
Zostałam sama z Harry'm i Loganem. Loczek wyciągnął sznur i przywiązał mnie do kaloryfera. Po chwili zadzwonił jego telefon.
- Rose kochanie.. Tak, tak, kupiłem. Yhym, Już do ciebie jadę i mam niespodzianke. Dobrze Kocham Cię papa- Trajkotał do słuchawki próbując zagłuszyć mój płacz.
Chwile później podszedł do mnie i wymierzył  mi siarczysty cios w policzek po czym zabrał Logana i wyszedł. Siedziałam na ziemi nie wiedząc co mam zrobić. Z oczu wypływały mi łzy wymieszane z tuszem i krwią.Po 20 min do pokoju wpadła Cara z Emily. Odwiązała mnie i mocno przytuliła. Wyciągnęła telefon i zaczęła wybierać numer.
- Gdzie dzwonisz?
- Do Niall'a.

*OCZAMI NIALLA*

- Jeszcze raz, cooo? - Nie mogłem zrozumieć Cary drącej się do mojego ucha przez telefon.
- Przyjedź a sam zobaczysz - Podała mi namiary na jakiś pokój hotelowy. Po kilkunastu minutach byłem  na miejscu. Wjechałem windą na 15 piętro i wszedłem do pokoju. Zobaczyłem ją. Moje słońce. Mój cały świat.. Stała na parapecie w otwartym oknie patrząc w dół.
- Nathalie!!!! - Wrzasnąłem. Obróciła sie. Spojrzałem na jej twarz całą czerwoną i zapłakaną, ale piękną.. Po policzkach ciekły jej łzy a pod oczami widoczny był rozmazany tusz. Stała tam w za dużej koszulce i spodenkach, w potarganych włosach i zapuchniętych oczach. Nawet tak wyglądała pięknie, bardzo ją kochałem.
- Co ty robisz?! Gdzie są dzieci?
- Emily poszła z Carą a Logan...- Załamał jej się głos. - On..ja... Niall przepraszam- szlochała.
- Co się stało??
- On go zabrał.. - Z jej oczu wypłynęły kolejne łzy rozpaczy.
- Kto??
- Harry!- załkała krztusząc się łzami.
Zabiję skurwysyna...
Dopiero teraz dostrzegłem pełno siniaków na jej ciele i krew płynącą z ran.
- Nath, kotku błagam Cię zejdź...- powiedziałem i rozłożyłem ramiona, aby w nie wpadłą.
- Nie Niall, ja zawiniłam ja muszę ponieść karę. Proszę, po moim odejściu zaopiekuj się Emily i znajdź Logana.
- Nathalie ale ja Cię kocham nie potrafiłbym żyć bez Ciebie!- krzyknąłem - Nie rób tego!
- Kocham Cie..- Wyszeptała zanosząc się płaczem i osunęła się z parapetu spadając w ciemną otchłań zimnej nocy.
- Nath!- zawołałem podbiegając do okna.
Upadłem na kolana i zacząłem płakać jak małe dziecko. Po chwili ujrzałem światło. Zbliżało się do mnie, bardzo szybko.
Zobaczyłem ciemnowłosego chłopaka z pięknymi białymi skrzydłami. Na rękach trzymał Nathalie.
- Jestem Will, anioł stróż Nath. Cały czas przy niej czuwałem i nadal będę. Możesz być spokojny, drugi raz tego nie zrobi.- Uśmiechnął się do mnie i podał mi moją żonę. Zlustrował nas wzrokiem u odleciał z uśmiechem na twarzy Byłem oszołomiony tym co się stało, co zobaczyłem.
Spojrzałem na Nathalie. Oddychała, śpi. 
Uspokoiłem się widząc że moja ukochana żyje, jest w moich ramionach. Była taka śliczna..
- Teraz wszystko będzie już dobrze - Szepnąłem jej na ucho i pocałowałem w czoło. Spakowałem rzeczy jej i Emily, zapłaciłem za hotel i zawiozłem ją do naszego mieszkania...
Nie pozwole, żeby ktokolwiek ją skrzywdził. Odzyskam SWOJEGO syna i wyprowadzimy się stąd.


Jeszcze raz, dziękuję wam za wzięcie udziału w konkursie!
Daliście mi wiele pomysłów i weny.
Jesteście niesamowici!